Bafana Bafana wracają na afrykańskie salony

Miniony Puchar Narodów Afryki był pełen niespodzianek. Powrót Wybrzeża Kości Słoniowej do walki o mistrzostwo, fatalne wyniki Senegalu, Maroka czy Algierii, Emilio Nsue królem strzelców… Można by tak wymieniać w nieskończoność. Jednak gdyby przed turniejem ktoś przedstawiłby mi scenariusz całych rozgrywek, to bez zastanowienia największym zaskoczeniem byłby dla mnie medal Republiki Południowej Afryki. Myślę, że znalazłaby się bardzo wąska grupka hurraoptymistycznych kibiców, które były w stanie postawić Bafana Bafana na podium. PNA 2023 zdecydowanie zapadnie w pamięć głównie ze względu na historyczny sposób zwycięstwa gospodarzy, ale dla mieszkańców południa Afryki rozgrywki te mogą być absolutnie przełomowe.

Niechciany trener

Kiedy 5 maja 2021 roku południowoafrykańska federacja piłkarska ogłosiła Hugo Broosa selekcjonerem kadry narodowej, przesłanie było jedno – chęć powrotu do elity afrykańskiego futbolu. Belg już na pierwszych konferencjach wspominał, że chce przywrócić Bafana Bafana do walki o najwyższe cele. Sam miał na koncie doświadczenie w postaci zwycięstwa w Pucharze Narodów Afryki w 2017 roku z Kamerunem, więc CV do siebie przekonywał. Zastał on jednak reprezentacje RPA w dosyć trudnym momencie. Dwa miesiące wcześniej zakończyły się eliminacje do Puchar Narodów Afryki 2021, na który podopieczni Molefiego Ntseki nie awansowali. W grupie kwalifikacyjnej przegrali rywalizację o drugą pozycję z… Sudanem. Dla kraju tak bogatego piłkarsko była to katastrofa.

Od 2010 roku kadrę RPA trenowali wyłącznie rodzimi szkoleniowcy. Broos wraz ze swoim przyjściem przerwał tę serię i oczywiście oczekiwania ku niemu były już od samego początku spore. Kiedy w Afryce rezygnuje się z kogoś „swojego” kosztem europejskiego trenera, to wiele osób z góry zaczyna liczyć na cuda. Jak jednak wspomniałem – moment objęcia Bafana Bafana nie był najlepszy. W kraju w kontekście reprezentacji narodowej ponownie panował duży pesymizm, a w nadchodzących eliminacjach do Mistrzostw Świata 2022 w Katarze, nawet mając na względzie przyjście nowego, zagranicznego szkoleniowca, mało kto liczył na sukces. Postawa RPA w tych rozgrywkach była jednak sporym zaskoczeniem, ponieważ o ich awansie do następnej rundy zadecydowała… jedna bramka. Mieli tyle samo punktów, co Ghana, identyczny bilans bramkowy, ale zdobyli o jednego gola mniej. „The Black Stars” ostatecznie awansowali na mundial, a Południowoafrykańczycy mocno pluli sobie w brodę, że to nie oni znaleźli się na ich miejscu. Awansu na mistrzostwa świata jednak mało kto oczekiwał, a tak dobry rezultat wkradł nieco pozytywnego odbioru i w pewnym stopniu zagoił rany za brak awansu na PNA 2021.

Następne w kolejce czekały eliminacje do minionych mistrzostw Afryki. W nich RPA mierzyła się w trzydrużynowej grupie z Maroko oraz Liberią, i bez najmniejszych problemów wywalczyła awans. Drugie miejsce, siedem oczek i sześć punktów przewagi nad trzecią Liberią. Do tego wygrana z Lwami Atlasu, które miały za sobą historyczny mundial, była wielkim wydarzeniem. Wiele wskazywało na to, że Bafana Bafana powoli zaczynają odbudowywać swoje dobre imię na afrykańskim kontynencie, a Puchar Narodów Afryki 2023 dużo osób wówczas wskazywało jako turniej, który będzie momentem przełomowym dla tej reprezentacji. Jednak im było bliżej tych rozgrywek, tym optymizm drastycznie spadał. Od wspomnianej wygranej z Marokiem w czerwcu roku 2023, Republika Południowej Afryki rozegrała siedem spotkań przed PNA 2023 – pięć towarzyskich, oraz dwa w eliminacjach do nadchodzących mistrzostw świata. Z tych siedmiu spotkań wygrali zaledwie… dwa. Wynik może nie drastyczny, ale gorzej się robi, kiedy spojrzymy na rywali, z jakimi zaliczyli wtopy. 0-0 z Namibią, 0-0 z Eswatini, 0-2 z Rwandą, czy 0-0 z Lesotho. Reprezentacja Hugo Broosa od samego początku jego kadencji gra mocno zachowawczy futbol. Na dzień dzisiejszy, po 30 spotkaniach pod jego wodzą, zaledwie w 4 meczach Bafana Bafana zdobyli minimum trzy trafienia. Wcześniej pragmatyzm przynosił rezultaty, jednak na miesiące przed najważniejszym turniejem piłkarskim Afryki zaczęło to mocno szwankować. Styl gry był fatalny, a po przegranej 0-2 z Rwandą w eliminacjach do Mistrzostw Świata 2026 dla wielu miarka się przebrała – Hugo Broos musi zostać zwolniony, albo następny czempionat kontynentu zostanie spisany na straty. Choć początkowo praca Belga była obiecująca, tak przed turniejem wiele osób było zgodnych, że PNA 2023 będzie dla niego ostatnim epizodem w obecnej pracy.

Historyczny medal po 24 latach

Puchar Narodów Afryki jednak po raz kolejny udowodnił, jak wiele osób się w jego kontekście myliło. Republika Południowej Afryki zdobyła brązowy medal, co jest jej pierwszym podium mistrzostw Afryki od roku 2000. Bardzo mało na to wskazywało przed turniejem, ale Hugo Broos faktycznie dokonał wielkiego cudu. Chyba tylko reprezentacje Mali oraz Maroka były (i dalej są) bardziej głodne sukcesu na Pucharze Narodów Afryki niż RPA. Na „Czarnym Lądzie” jest kilka krajów, które zdecydowanie przeważają pod względem zainteresowania piłką nożną. Jednym z takich państw jest właśnie Republika Południowej Afryki, więc można sobie tylko wyobrazić, jak wielkie cierpienie musieli przeżywać kibice przez te ponad dwie dekady.

Omawiając drogę Bafana Bafana do medalu – już spotkanie z Mali mogło dać delikatne sygnały, że Broos prawdopodobnie zrezygnował z zachowawczego stylu gry. W mecz weszli lepiej, a w pierwszej połowie mieli kilka sytuacji, w których mogli objąć prowadzenie. Ostatecznie skończyło się 0-2, więc zaliczyli przewidywany falstart, ale mecz z Namibią był już obliczem RPA, jakiego pod wodzą Belga chyba nie mieliśmy okazji oglądać. Rozgromili 4-0 drużynę, która w poprzedniej kolejce sensacyjnie pokonała Tunezję. Sąsiedzi z północy rozegrali kiepskie spotkanie, ale chęć i moc gry ofensywnej u piłkarzy Republiki Południowej Afryki była widoczna gołym okiem. Zagrali prawdziwy koncert, a od awansu do fazy pucharowej dzieliło ich zaledwie jedno zadanie – nie przegrać wysoko z Tunezją. Tunezją, która była pod ścianą i musiała wygrać to spotkanie, aby wyjść z grupy. Mecz zakończył się 0-0 i już tutaj ujrzeliśmy ten zachowawczy styl gry Hugo Broosa. Ciężko było się jednak dziwić – losy awansu mieli w swoich rękach, a udział w play-offach to już był nie najgorszy rezultat. Kibicom Bafana Bafana nie odpowiadał taki sposób podchodzenia do starć, ale głównie w kontekście meczów z rywalami jak właśnie Lesotho czy Eswatini, z którymi w przeciągu ostatniego roku zaliczyli wtopy. Jednak mają świadomość, że na turniejach pragmatyzm często jest dobrym rozwiązaniem i po meczu z Orłami Kartaginy styl odszedł na dalszy plan – liczyła się kwestia awansu dalej.

W 1/8 finału przeciwnikiem Bafana Bafana okazało się Maroko. Zespół, który po Mundialu 2022 w Katarze był mocny, jak prawdopodobnie nigdy wcześniej i miał zamiar odzyskać tytuł mistrzowski po 48 latach. Puchar Narodów Afryki nauczył nas jednak, że pewne kwestie nie mają większego znaczenia. Maroko, choć napierało przez zdecydowaną część meczu, okazało się niewystarczająco mocne, aby awansować dalej. RPA kapitalnie wykorzystało swoje momenty w tym spotkaniu. Chwila przewagi na początku drugiej połowy przyniosła pierwsze trafienie, a rzut wolny sprezentowany w samej końcówce spotkania – drugie. Pomogło im szczęście – to oczywiste, lecz okazje trzeba umieć wykorzystywać, a Maroko tego nie potrafiło. Starcie z Republiką Zielonego Przylądka w ćwierćfinale miało w trakcie 120 minut kilka ciekawych sytuacji, ale to i tak występ Ronwena Williamsa najbardziej zapadł w pamięć. Cztery obronione rzuty karne w konkursie „jedenastek” już stały się historią. W półfinałowym starciu z Nigerią to już golkiper rywali wykazał się lepszą formą, ale w starciu o trzecie miejsce Williams ponownie wszedł na wyżyny umiejętności i wybronił kluczowe rzuty karne.

Opisywanie każdego spotkania większego sensu nie ma. Chciałem jedynie mniej więcej nakreślić, co przede wszystkim złożyło się na sukces Bafana Bafana na tym turnieju. Wyłącznie spotkanie z Namibią było meczem, w którym jednogłośnie można stwierdzić, że byli zdecydowanie lepszą stroną. Jednak umiejętność wykorzystywania sytuacji oraz w wielu przypadkach – szczęście, czy posiadanie liderów jak wspomniany Ronwen Williams, Teboho Mokoena oraz trenera, który wie, jak podejść do turnieju, to atuty, które ostatecznie wchodzą w skład sukcesu. Hugo Broos, mimo głosów kibiców, fenomenalnie przygotował reprezentację Republiki Południowej Afryki pod Pucharem Narodów Afryki 2023. Być może jego wizja futbolu do najbardziej atrakcyjnych nie należy, ale bez wątpienia zdobywając medal mistrzostw kontynentu przywrócił on wielką wiarę w reprezentację RPA.

Co dalej?

Republika Południowej Afryki musi teraz skorzystać z sukcesu, jakim jest zdobycie brązowego medalu Pucharu Narodów Afryki. Wystarczy wejść na media społecznościowe, aby gołym okiem zobaczyć, jak wiele satysfakcji przyniosło to osiągnięcie mieszkańcom RPA. Takiej radości ze swojej kadry narodowej prawdopodobnie nie mieli od momentu wygranej z Francją na Mundialu 2010 rozgrywanym na ich terenie. Ostatnia dekada była dla nich okresem wielkiej posuchy i rozczarowań, ale teraz mają świetną okazję, aby to odmienić. Dawno nie było takiej modnej na Bafana Bafana, lecz Hugo Broos przestrzega, że do złotego okresu z lat 1996-2000 wciąż im bardzo daleko.

Na ten moment główny cel tej reprezentacji jest jeden i oczywisty – powrót na mistrzostwa świata. Republika Południowej Afryki rozpoczęła eliminacje do następnego mundialu od dużego falstartu, przegrywając 0-2 z Rwandą, ale grupa wydaje się być – w teorii – na tyle prosta, że miejsce w top 2 jest obowiązkiem. Zwycięstwo w kwalifikacjach daje bezpośredni awans na turniej, natomiast cztery najlepsze drużyny ze wszystkich grup, które zajęły drugą pozycję, zagrają ze sobą o ostatni bilet. Mając w grupie Benin, Zimbabwe, Lesotho czy Rwandę – miejsce wicelidera jest absolutnym minimum. Ciężko może być o automatyczną promocję na mistrzostwa świata, ponieważ o pierwszą pozycję powalczą z Nigerią, a więc ich pogromcą z ostatniego PNA. „Super Eagles” jednak również rozpoczęli eliminacje bardzo kiepsko, notując dwa remisy. Lot do Ameryki Północnej byłby ogromnym wydarzeniem, ponieważ powróciliby na mundial po 16 latach przerwy. Być może wywołałoby to nawet większy entuzjazm, niż brązowy medal na ostatnich mistrzostwach Afryki. Na razie to jednak tylko rozważania, a Bafana Bafana w pierwszej kolejności muszą potwierdzić swoją jakość na boisku.

Jakość, która do niskich nie należy. A już szczególnie w kontekście rozgrywek klubowych w Afryce. Zdecydowana większość reprezentantów Republiki Południowej Afryki na co dzień występuje w rodzimym kraju, a szczególnie w Mamelodi Sundowns. Drużyna, która w listopadzie triumfowała w pierwszych w historii rozgrywkach afrykańskiej Superligi. Spośród 26-osobowej kadry Bafana Bafana na Puchar Narodów Afryki 2023, aż DZIESIĘCIU zawodników pochodziło właśnie z tego zespołu. Żaden inny klub na świecie nie wysłał na ten turniej większej ilości piłkarzy. Krajowe podwórko ligowe również powoli zaczyna wracać do łask na kontynencie, co zdecydowanie będzie miało przełożenie na reprezentację.

Południowoafrykańczycy mają za sobą wielki sukces, który nie tylko kończy okres wielu lat bez osiągnięć, lecz także daje nadzieję na lepszą przyszłość. Bafana Bafana, patrząc na ich sukces na ostatnim PNA, triumf krajowego giganta na arenie międzynarodowej, czy ogólne nastroje w kraju wobec kadry narodowej – dawno nie mieli tak świetnej okazji, aby pójść za ciosem. Miejmy nadzieję, że ten rozwój będzie kontynuowany, ponieważ cała Afryka potrzebuje mocnego reprezentanta z południa kontynentu.

Mateusz Perek

Share via
Copy link