RZWM #3: Matko boska, gówno ożyło

Nie jest idealnie, nie jest też źle. Jest dobrze i można powiedzieć, że ciężko z perspektywy czasu żałować zwolnienia Mourinho. Tak mogę podsumować obecną pracę Daniele De Rossiego w Wiecznym Mieście.

Kiedy tak niedoświadczony szkoleniowiec przychodził do Romy mówiłem, że władze bardziej liczą na to, że ta zmiana wypali niż uważają, że tak będzie. Dziś mogę powiedzieć, że mieli szczęście, gdyż De Rossi radzi sobie lepiej niż można by tego od niego oczekiwać, a przede wszystkim spełnia jeden bardzo ważny warunek potrzebny do poparcia zasadności zastąpieniem nim byłego szkoleniowca – Mourinho. Roma zbudowana przez De Rossiego jest Romą De Rossiego. To już nie jest Roma Mourinho. Dostaliśmy nową wizję i kierunek oraz styl, nie jest to powtarzanie pomysłów Portugalczyka, gdzie w takim wypadku jedyną zmianą byłaby płaca trenera. Podsumujmy sobie ostatnie tygodnie aby wytłumaczyć na czym ta zmiana dokładnie polega.

Zacznijmy od kwestii oczywistych czyli wyników – 3 zwycięstwa z dołem tabeli, porażka z Interem, remis z Feyenoordem w LE, zwycięstwo z Frosinone, kolejny remis i w konsekwencji zwyciężone karne z Feynoordem, kolejne zwycięstwa – Torino, Monza, w LE Brighton i remis z Fiorentiną. Tak naprawdę biorąc pod uwagę klasę rywali to żaden z meczy nie był niespodzianką, zarówno w kontekście pozytywnym i jak i negatywnym. To co zasługuje na wspomnienie to fakt, że mecze z Hellasem i Salernitaną nie napawały optymizmem. Subiektywnie czuję, że byliśmy blisko by je zremisować, albo nawet przegrać. Nie było widać wyraźnej różnicy klas, Roma grała poniżej tego czego można by oczekiwać. Docenić trzeba jednak, że wyszliśmy z tego. Mecz z Cagliari był spełnieniem oczekiwań przy starciach z takimi zespołami, spokojne 4:0.

Mimo, że z Interem przegraliśmy to nie można powiedzieć, że była to porażka która bolała oczy. Widać było dużą różnicę w stosunku do starcia z klubem z Mediolanu którego byliśmy świadkami jeszcze za kadencji Portugalczyka. Wyszliśmy na mecz pełni odwagi i energii, atakowaliśmy zamiast się okopywać, walczyliśmy do samego końca o punkty. Niesamowita różnica poziomu odczuwanej przyjemności na korzyść De Rossiego, jego Roma zapewniła nam prawdziwe widowisko i jedyny żal jaki można było po tym meczu czuć to, że nie udało się wyciągnąć chociaż tego jednego punktu. Z Holendrami natomiast zabrakło głównie szczęścia, należy docenić jednak również to, że nie zabrakło umiejętności naszemu bramkarzowi – Svilarowi o którym porozmawiamy w dalszej części.

Kolejny mecz z Frosinone… 3:0, ale kto ten mecz oglądał wie, że absolutnie nie oddaje to tego jak ten mecz wyglądał, graliśmy słabo, to sobie trzeba powiedzieć, fakt, że ten mecz zakończył się takim wynikiem jest do dzisiaj zagadką. Następnie mamy rewanż z Feyenoordem, ponowny remis i karne wygrane dzięki niesamowitej dyspozycji Svilara, nawet sabotaż bo tak trzeba ironicznie nazwać karnego w wykonaniu Lukaku nie zepsuł jego starań. Mecz z Torino dało się zagrać lepiej, udało się uzyskać jednak dosyć wysoką przewagę, która sprawiła, że mimo samobójczego gola Huijsena w końcówce wyszliśmy z meczu z 3 punktami. Dalej pewne i wysokie zwycięstwo z Monzą. I mamy ponownie Ligę Europy – mecz przeciw Brighton – tu trzeba powiedzieć, podopieczni De Rossiego zaszaleli. 4-0, chyba jedynie kompletny szaleniec by obstawiał taki wynik, a jednak jest on faktem. To był po prostu miód na oczy kibiców Gialorossich, szczerze wątpię czy z Mourinho za sterami wychodzilibyśmy na rewanż z praktycznie pewnym awansem, by utracić taką przewagę w Anglii musiałaby się wydarzyć katastrofa (np. powrót do bramki Rui Patricio).

Na koniec mamy ostatni mecz z Fiorentiną, drugi poważny rywal ligowy z jakim mierzyła się ekipa z Rzymu za nowej kadencji. To był jeden z tych meczów w których widać było, że by wyszlifować nasz zamysł ofensywny potrzeba trochę czasu. Udało się zremisować dzięki dwóm rzeczom – Svilarowi i determinacji. Nasz bramkarz popisał się paroma porządnymi obronami jak i przede wszystkim – obronił rzut karny dający dalszą nadzieje na powrót do Rzymu z czymś. No i wspomniana determinacja, atakowaliśmy do samego końca co dało nam wręcz filmowego gola w ostatnich sekundach spotkania na wagę remisu. Mimo, że zwłaszcza wobec straty punktów przez Bolonię, która dawała szansę na zbliżenie się do miejsca premiowanego grą w Lidzę Mistrzów można czuć pewien niedosyt zaledwie jednym punktem, to jednak ciężko mi być rozczarowanym tym meczem. Myślę, że Roma wypełniła minimum na to spotkanie i uzyskała 3-punktowy kontakt z 4 miejscem.

Można powiedzieć, że Mourinho osiągnąłby podobne rezultaty jeśli chodzi o uzyskaną liczbę punktów. Pewnie tak, ale na pewno nie zapewniłby takich emocji jak De Rossi. Mamy styl, na który się chce patrzeć, nareszcie. Gramy ofensywną, odważną piłkę, zdobywamy o wiele więcej bramek. Odchodzimy od nudnego pragmatyzmu. To jest coś co broni De Rossiego przede wszystkim i miejmy nadzieje, że ten trend utrzyma. De Rossi odszedł od forsowanej przez Mourinho taktyki na trójkę obrońców, na rzecz ustawienia czwórką. Dało to większy spokój w obronie, chociaż nadal jest daleko od tego co chcielibyśmy widzieć, ale nie ma co oczekiwać, że tak szybko wszystko będzie chodzić jak w zegarku, zwłaszcza, że nadal powątpiewam w indywidualne umiejętności tak naprawdę wszystkich zawodników formacji obronnej, to się raczej jednak wyklaruje z czasem.

W kontekście polskim warto odnotować nową rolę Zalewskiego, gra o wiele bardziej ofensywnie odchodząc od byłej roli wahadłowego, gdzie musiał łączyć obronę z ofensywą co nie zawsze mu wychodziło idealnie. Szkoda jednak, że sam ostatnio nie zachwyca i na ten moment nie jest pierwszym wyborem trenera, miejmy nadzieje, że się ogarnie, przykro byłoby patrzeć jak grzeje ławkę lub szuka formy błąkając się po gorszych zespołach i ligach. Ostatecznie mamy też Svilara – nie przesadzę jak powiem, że chłopak ten stał się w ekspresowym tempie jednym z moich ulubionych zawodników zespołu z Rzymu. Dosyć szybko przekonał De Rossiego, że to on powinien być nowym podstawowym bramkarzem. Powiedzmy sobie szczerze – Rui był w ostatnich miesiącach jak nie latach beznadziejny, nie dawał żadnej pewności, a każdy strzał w kierunku naszej bramki powodował strach. Za męki, które musieliśmy przez niego przechodzić otrzymujemy w rekompensacie od losu naszego cudownego Serba. Po pierwsze – brak jakiś większych potknięć z jego strony, a raczej idzie to w drugą stronę, zachwyca wybitnymi paradami, a rzuty karne z nim przestają być pewną stratą gola, zresztą dzięki jego umiejętności obrony strzałów z 11 metra dzisiaj gramy zamiast Feyenoordu nadal w Lidze Europy czy też uchronił nas przed porażką z Florentiną zapewniając swoją obroną dalszą nadzieję, dzięki której bramka w ostatniej akcji meczu dała nam jeden punkt.

Podsumowując zmiana szkoleniowca na razie się broni. Największe pretensje co do Mourinho nie są powtarzane w przypadku Daniele, a wręcz są eliminowane. Niewiadomą nadal jest jak zakończy się przygoda Romy w Lidze Europy i lidze, można mieć na razie jednak spokojnie bez przesady w miarę optymistyczną wizję na przyszłość. Ból, który wielu zwolenników Mourinho odczuwało został doraźnie zaleczony, De Rossi wniósł niewątpliwie świeżość i ciężko mieć na obecnym etapie do niego jakieś większe zastrzeżenia, są niedoskonałości co jednak jest wytłumaczalne biorąc pod uwagę, że przeszliśmy z ekstremum do ekstremum, zachowawczości i zabijania meczu do odwagi, swego rodzaju nonszalancji i agresji w ataku. Myślę, że spokojnie można powiedzieć, że losy Romy i Mourinho ostatecznie się rozeszły i nie ma potrzeby więcej przywoływać w przyszłości tego wybitnego szkoleniowca w kontekście aktualnej sytuacji zespołu. Kryzys powoli się kończy, jeśli jeszcze tego nie zrobił co ciężko ocenić przez to, że przed nami raczej cięższa niż dotąd pula przeciwników ligowych. Pozostaje nam kibicom trzymać kciuki za De Rossiego i zawodników Romy, do końca sezonu jeszcze daleko i miejmy nadzieje, że uratują ten sezon od losu sezonu przejściowego i postarają się byśmy w przyszłym sezonie wyszli na boisko w meczu Ligi Mistrzów co nadal jest w zasięgu ręki i nie potrzeba by o tym marzyć niezdrowego optymizmu.

Kamil

Share via
Copy link