Czy da się porównywać komentatorów? Dlaczego ma słabość do kobiecej piłki? Przy której lidze najbardziej chciałby pracować? Między innymi o tym, w obszernej rozmowie z MATCHDAY.pl, opowiada Kamil Kania, były komentator Weszło FM i Viaplay, który ostatnio pracował w DAZN przy Klubowych MŚ.

Znalazłeś już nową pracę?
Nawiązujesz do mojego wpisu, prawda? Nie, jeszcze nie.
Jeszcze raz bardzo dziękuję za te tygodnie z KMŚ na platformie DAZN 🫡 To był zaszczyt.
Szukam pracy, niekoniecznie w mediach czy w sporcie. Szybko się uczę. Gdybyście mieli coś do zaproponowania/coś słyszeli, będę wdzięczny za kontakt w PW.
Z góry dziękuję też za każdy RT 🙏
— Kamil Kania (@KamillKania) July 14, 2025
A dlaczego jest Ci tak trudno? Kiedy przyglądałem się wpisom podczas Klubowych MŚ, które komentowałeś na platformie DAZN, wydawało mi się, że o Twoją przyszłość w branży nie trzeba się martwić.
To nie takie proste. Mam wrażenie, że wpływa na to wiele czynników. Podstawowym problemem w branży komentatorskiej jest brak obiektywnych kryteriów oceny. Teoretycznie można byłoby je znaleźć. Można porównywać komentatorów pod kątem języka czy dykcji, ale już sposobu oddawania czy „sprzedawania” emocji nie sposób porównać, bo jeden lubi komentatora o stoickim spokoju, a drugi południowoamerykańskiego szaleńca. To samo dotyczy techniki komentarza, bo jeden komentator plusuje prowadzeniem gry, drugi sprytnym wplątywaniem historii danego zawodnika, a na końcu i tak wszystko sprowadza się to do tego, czy podpasujesz szefowi danej stacji telewizyjnej czy nie.
Ty nie pasujesz?
Najwidoczniej nie. Inna sprawa, że jest zauważalny trend, w którym większość redakcji chce sobie sama kogoś wymyślić i wykreować. Z jednej strony to bardzo dobrze, bo otwiera szanse dla młodych ludzi, którzy marzą o pracy w tym zawodzie, z drugiej trzeba z tym uważać, bo można doprowadzić do sytuacji, w której w roli komentatora pracuje osoba, która się do tego nie nadaje. Próg wejścia jest dziś na zaskakująco niskim poziomie. Ja zanim trafiłem do komentarza telewizyjnego skomentowałem prawie dwa tysiące meczów w radiu internetowym, nie zarabiając ani złotówki, potem kilkaset w drugim, gdzie po raz pierwszy płacono mi za komentowanie. Musiało minąć ponad dziesięć lat, zanim dostałem szansę telewizyjną, a i tak mam szczęście, bo wielu moich kolegów, z którymi zaczynałem nie miało okazji dotrzeć do tego momentu.
Co dały Ci te lata w radiu?
Nauczyły mnie wszystkiego (śmiech). Przede wszystkim dały mi pewność siebie. Nie miałem potem żadnej tremy czy dyskomfortu przy pierwszym komentarzu telewizyjnym, bo wiedziałem, że mogę go przegadać, ale napewno nadążę za akcją i nie spalę się samym mówieniem do ludzi po drugiej stronie ekranu. Ćwiczyłem też samą technikę komentowania, jak rozpoznawać zawodników, co i kiedy mówić, jak akcentować, jak „grać głosem”. Później musiałem się nauczyć jedynie pauzy (śmiech). No i nie ma co ukrywać, radio ukształtowało też mój komentatorski styl. Ja komentuje bardzo dużo samego boiska, bo tego nauczyłem się w radiu.
Wzorowałeś się na kimś?
Wzorowałem to złe słowo. Bardziej podziwiałem. Podziwiałem Tomasza Smokowskiego, który dużo komentował, gdy ja zaczynałem marzyć o pracy w tym zawodzie. To nawet słychać na archiwalnych nagraniach i co ciekawe, to było zupełnie nieświadome (śmiech). Autentycznie, nie robiłem nic specjalnego, by tak brzmieć, a jednak mnóstwo osób mówiło, że brzmi to bardzo podobnie. Na szczęście nie trwało to długo i udało się wypracować własny styl. Jak myślę o tym teraz, z perspektywy czasu, to sam jestem w szoku, bo pan Tomasz znacznie spokojniej podchodził choćby do sytuacji podbramkowych.
Od dłuższego czasu już nie komentuje.
Niestety. Pamiętam, jak miał etap powrotu do jednego meczu ligi francuskiej w kolejce. Polowałem i oglądałem te mecze specjalnie dla niego.
A kto jest najlepszym komentatorem w Polsce?
Nie da się wskazać jednego nazwiska. Mówiłem wcześniej o tych kryteriach oceny pracy komentatora. Każdy ma inne atuty. Jeden ma fantastyczny głos, drugi niezwykły luz, trzeci potrafi „sprzedać emocje” jak nikt inny, czwarty imponuje bogactwem języka. Mamy kilka wybitnych jednostek, jak Mateusz Borek, Jacek Laskowski czy Rafał Wolski, ale nawet teraz celowo wymieniłem alfabetycznie, bo nie umiałbym wybrać jednego.
Wracając jeszcze na moment do radia. Spędziłeś cztery lata w Weszło FM. Jak wspominasz ten projekt?
Nigdy nie ukrywałem mojego sentymentu, bo to były wspaniałe cztery lata z fantastycznymi ludźmi. Mam na myśli zarówno kolegów z redakcji, jak i szefostwo. To był też pierwszy raz, kiedy ktoś płacił mi za komentowanie meczów. Myślałem sobie, czy może być lepiej? Miałem dużą swobodę twórczą, jeśli chodzi o inną działalność – audycje, materiały, reportaże. Mam wrażenie, że w Weszło ta wolność autorska jest, a na pewno była, posunięta najdalej ze wszystkich redakcji sportowych. Wymarzyłem sobie listę przebojów Ligi Mistrzów XXI wieku, opowieść o najciekawszych, a czasem zapomnianych meczach i zrobiłem, dokładnie w takiej formule, jaką zaproponowałem. Nigdy nie usłyszałem też „z X nie gadaj” czy „rozmów z Y sobie nie życzymy”.
A czy w Polsce radio sportowe ma sens?
Obawiam się, że już nie. W przeszłości miało go znacznie więcej, ale w dobie tak rozwiniętego YouTube’a, gdzie mamy całą masę treści piłkarskich i aplikacji na telefonach, w których można bez przeszkód oglądać transmisje piłkarskie trudno byłoby znaleźć audytorium. Tym bardziej, że ja uważam, że kibiców zaangażowanych w takie śledzenie piłki na co dzień wcale nie ma tak wielu, jak na 37-milionowy kraj.
Opowiem Państwu pewną historię. Historię o pogoni za marzeniami. A wszystko zaczęło się w sezonie 2002/2003, w którym Wisła Kraków przeprowadzała imponującą szarżę w Pucharze UEFA. To właśnie wtedy, po jednym z tych meczów, pewien ośmiolatek ogłosił rodzinie, że będzie… pic.twitter.com/M2ssDRoDw8
— Kamil Kania (@KamillKania) May 26, 2025
W Viaplay byłeś od samego początku. 425 meczów w cztery lata, już sama liczba spotkań jest imponująca, ale moją uwagę przykuła różnorodność rozgrywek, przy których pracowałeś.
Chcesz powiedzieć, że jak ktoś jest od wszystkiego, to jest do niczego? (śmiech)
Zastanawiałem się bardziej, czy nie wolałeś skupić się na jednej czy dwóch ligach, jak wielu komentatorów.
Ja naprawdę lubię komentować mecze, sprawiało mi to frajdę, jak komentowałem swoje pierwsze mecze w liceum, sprawia mi to frajdę prawie piętnaście lat później. Przychodząc do Viaplay powiedziałem Pawłowi Wilkowiczowi, żeby obsadzał mnie, gdzie tylko mu pasuje, gdzie będzie miał braki i tak wylądowałem choćby na wspaniałym dwumeczu play-offów League One o awans do Championship między Sheffield Wednesday a Peterborough United zakończonego remisem 5:5 i zwieńczonym konkursem rzutów karnych. 2. Bundesliga, której nie znałem zbyt dobrze na początku pracy w Viaplay wyrosła na moje ulubione rozgrywki. Totalnie nieobliczalna, pełna bramek, zwrotów akcji, z wielkimi markami i niesamowitymi kibicami. Wiesz, w dzisiejszych czasach do każdego meczu można się przygotować, pamiętam jak robiliśmy afrykańskie eliminacje do mistrzostw świata. Ile myśmy się z kolegami komentatorami nagimnastykowali, żeby poznać historie tych zawodników. Uważam, że uniwersalność komentatora jest atutem, przy czym – wyraźnie zaznaczam – chodzi mi bardziej o komentatorskie jedynki, nie o ekspertów.
Była też piłka kobiet.
Była i traktuję jako wielki zaszczyt skomentowanie pierwszego w polskiej przestrzeni medialnej El Clasico czy finału mundialu w Australii i Nowej Zelandii. Mam słabość do kobiecego futbolu, bo jestem wielkim fanem Marty (brazylijska piłkarka, sześciokrotna zdobywczyni Złotej Piłki – przyp. red). Kiedy kilkanaście lat temu usłyszałem, że trzy razy z rzędu wygrała Złotą Piłkę, pomyślałem sobie, że musi być naprawdę świetna i zacząłem regularnie oglądać brazylijską reprezentację kobiet. Wkręciłem się do tego stopnia, że przeżywałem jej niepowodzenia na mundialach czy igrzyskach. Przy wspomnianym mundialu bardzo przywiązałem się do Hiszpanek, robiłem sporo ich meczów i nie ukrywam, że kibicowałem im w ostatnim finale mistrzostw Europy. Niestety bezskutecznie (śmiech).
Ustaliliśmy już, że żadnej pracy (ligi) się nie boisz, ale gdybyś miał wybrać rozgrywki, przy których najbardziej chciałbyś pracować?
Ekstraklasa.
Bardzo zdecydowana odpowiedź.
Nie miałem się nad czym zastanawiać. Ja wiem, że część kibiców wyśmiewa poziom piłkarski naszej ligi, jakieś zagrania w aut, ale ja się na tej lidze wychowałem i doceniam jej rozwój na przestrzeni lat. Mamy piękne stadiony, wspaniałych kibiców, a ostatnio także coraz lepsze wyniki w Europie.
Muszę zapytać jeszcze o Klubowe MŚ i pomysł DAZN na komentarz solowy przy fazie grupowej. Nie baliście się tego?
Większość z komentatorów tego turnieju przez wiele lat komentowała sporo meczów pojedynczo, więc ja byłem spokojny, choć prawdą jest, że to dużo większe wyzwanie dla komentatora. Trzeba odpowiednio wyważyć proporcje boisko-cała reszta czy komentarz-pauza. Początkowo pojawiło się parę krytycznych wpisów na portalu X w tym temacie, głównie dlatego, że część widzów nie pamiętała czasów, kiedy pojedynczy komentarz był dość powszechny i było to dla nich coś dziwnego, ale niedługo po nich pojawiły się te entuzjastyczne, że nie ma zagadywania meczów, że nikt nie odchodzi od tematu. Czasem były to opinie tych samych widzów, które zmieniły się na przestrzeni kilku dni. To nas, wewnątrz, utwierdziło w przekonaniu, że obroniliśmy ten pomysł.
Usłyszymy Cię jeszcze?
Nigdy nie mów nigdy.

