W jakim to zmierza kierunku? – Kącik Pogoni Szczecin #6

Po wygranym 4:1 meczu z Motorem Lublin u siebie wydawało się, że kiepska inauguracja sezonu była „tylko” wstydliwą wpadką i wszystko wróciło do normy. Nic bardziej mylnego – po kolejnych 3 kolejkach wiemy dzisiaj, że to jednak właśnie starcie z Motorem było wyjątkiem. Sytuacja w Pogoni na ten moment jest bardzo słaba i ciężko upatrywać, aby bez konkretnych zmian nadeszły lepsze czasy.

Nadszedł czas na zmianę trenera?

W momencie kiepskiej formy naturalnym jest, że kibice w pierwszej kolejności zaczynają podważać pozycję trenera drużyny. To on w głównej mierze odpowiada za przygotowanie zawodników do meczu, a jeśli to nie wygląda najlepiej, to potencjalny problem nasuwa się sam. Zresztą, sam Robert Kolendowicz po przegranej z Górnikiem Zabrze stwierdził, że jeśli ktoś ma być krytykowany, to on, ponieważ jest twarzą tego zespołu.

Przejdźmy więc prosto do zasadniczego pytania – czy Robert Kolendowicz powinien zostać zwolniony? Uważam, że decyzja ta powinna zapaść po meczu z Rakowem Częstochowa, ostatnim przed przerwą reprezentacyjną. Czy trener zasłużył na kolejne dwa mecze szansy? Tym sezonem absolutnie nie. Jednak nie jestem fanem gwałtownych zmian, kiedy następne spotkanie jest za kilka dni, a sytuacja nie jest przesadnie kryzysowa. Uważam po prostu, że nowy trener nie byłby w stanie tak szybko poukładać drużyny i najbliższy mecz z góry można by było spisać na straty. Natomiast kredyt małego zaufania, w postaci dwóch meczów, wobec obecnego trenera, choć jest mocno ryzykowny, bo dotychczasowe pięć kolejek dało bardzo mało argumentów, że będzie lepiej, to i tak uważam za bezpieczniejsze rozwiązanie, niż nagła, gwałtowna zmiana szkoleniowca. Zawsze może się też okazać, że nagle Pogoń odmieni swoją grę i temat zwolnienia Kolendowicza zniknie. Identycznie było w zeszłym sezonie, kiedy to po kiepskiej jesieni, na wiosnę Pogoń nie dość, że w Ekstraklasie była trzecią najlepiej punktującą drużyną ligi (tuż za Lechem i Rakowem), to otarła się o wygraną w Pucharze Polski. Wówczas każdy zapomniał, że w grudniu dywagowało się na temat zmiany szkoleniowca. Wiadomo – w tym momencie to tylko gdybanie, ale podtrzymuję swoje zdanie, że jak zmieniać, to na początku września.

Nieuniknione jednak, że do tej zmiany tak czy siak dojdzie, czy to jeszcze przed meczem z Rakowem (lub może nawet Widzewem), czy we wrześniu. Alex Haditaghi na swoim profilu na Twitterze po przegranej z Górnikiem zamieścił wpis na temat słabej formy, w którym w ostatnim zdaniu przede wszystkim rzuca się w oczy sformułowanie – „Zmiany nadchodzą”. I wiadomo, że w kontekście prezesa niekoniecznie musi to oznaczać coś głębszego i może to być zwykłe, złudne uspokajanie. Ale mi pierwsze co przyszło do głowy, to właśnie zmiana trenera. Czy tak będzie? Zobaczymy. Coraz więcej może na to wskazywać.

Rola zarządu w kiepskiej formie – kiedy pojawi się nowa „szóstka”?

Nie można jednak zwalać całej winy za kiepską formę na plecy trenera. Być może w większym procencie należy mu ją przypisywać, jednak nie zapominajmy też, że zarząd również ma na to wpływ. Osobiście uważam jednak, że nie w kontekście transferowym, jak większość osób wskazuje. Nie oszukujmy się – czy któryś z zawodników odchodzących naprawdę miał kluczowy wpływ na grę drużyny? Jedyny zarzut jaki mogę mieć, to sprzedanie Gamboi w momencie, kiedy transfer jego następcy nie był jeszcze dogadany. Choć Portugalczyk w ostatnich miesiącach zaliczał progres, to nie byłem jego fanem i uważam, że jego sprzedaż była uzasadniona, jednak powinno to nastąpić kiedy na 100% byłoby już pewne, że na następny dzień w klubie pojawia się ktoś na jego pozycje. Tak się nie stało, a my z tego powodu przez minimum 5 kolejek (prawdopodobnie nawet 6), zostaliśmy bez solidnego defensywnego pomocnika. I to się rzuca boleśnie w oczy w naszej grze. Natomiast co do reszty odejść – jeszcze może do wypuszczenia Kacpra Łukasiakia mam jakiś żal, bo nie dość, że prezentował się dobrze i byłby niezłym zawodnikiem szerokiego składu, to również był przywiązany do tych barw. Ale reszta? Z mojej strony pożegnani bez żalu.

Jeśli chodzi o dotychczasowe wzmocnienia to będąc absolutnie szczerym – też nie można mieć wielkich zastrzeżeń. Marian Huja wygląda na absolutny strzał w dziesiątkę i już po kilku spotkaniach widać, że to może być czołowy środkowy defensor ligi. Jose Pozo po kiepskim meczu z Radomiakiem wyrósł na lidera środka pola i uważam, że jest sporym upgrade’em względem Rafała Kurzawy. Musa Juwara liczb jeszcze nie robi, ale każdy jego kontakt z piłką jest czymś ciekawym i względem naszych poprzednich skrzydłowych (nie licząc oczywiście Grosika), jest sporym podniesieniem jakości na tej pozycji. Mor Ndiaye, jak na swoją cenę – fajne powiększenie kadry. Jan Biegański póki co bez oceny. Spory zawód jest jedynie w kontekście Paula Mukairu, który jak narazie nie pokazał kompletnie nic, czym mógłby do siebie przekonywać. No, było może kilka nieco lepszych rajdów z piłką, ale nic poza tym.

Podsumowując więc – dotychczasowe ruchy transferowe nie były złe, ale najbardziej rzuca się w oczy wciąż brak sprowadzenia solidnej „szóstki”, która odmieni dynamikę naszej gry. Myślę, że zarząd zrobił błąd próbując ściągnąć do klubu nazwiska pokroju Witsela czy Sissoko. Cieszę się, że chcemy mierzyć tak wysoko i absolutnie nie uważam, że za jakiś czas nie będziemy w stanie przekonać do siebie piłkarza takiego kalibru. Jednak gdyby Alex Haditaghi z Tanem Keslerem odrazu skupili się na sprowadzeniu jakiegoś realnego wzmocnienia, to prawdopodobnie już by ono w klubie było. To jest z mojej strony jedyny, duży zarzut w kontekście transferów, do włodarzy.

Jednak co mi się przede wszystkim nie podoba – tworzenie zamętu w szatni. Wiele było już plotek atakujących zarząd, które w mniejszym lub większym stopniu mogły mieć negatywny wpływ na piłkarzy. Kilka z nich okazało się fałszywych, niektóre niestety nie. Nie ma co ukrywać, że za cały ten bajzel medialny winny jest zarząd i nawet jeśli swoimi decyzjami chcą dobrze dla klubu, w co niewątpliwie wierzę, to kilka z nich było bardzo błędnych. A już przede wszystkim w moim odczuciu ta ostatnia, o odsunięciu od I drużyny Macieja Wojciechowskiego i Patryka Paryzka. Powód? Brak postępów w negocjacjach kontraktowych. Alex tłumaczy to tak, że po co ma „promować” zawodników, którzy nie są pewni swojej przyszłości w Pogoni. Nie ukrywajmy – mocny argument. Ale patrząc szerzej, jest to swego rodzaju zastraszanie piłkarzy, które bez wątpienia ma negatywny skutek na atmosferę w drużynie. Podobnie można powiedzieć o sytuacji z Kulu, choć tu wina jest obustronna.

 

Sytuacja Koulourisa

4 miliony euro, czyli około 17 milionów złotych za 12 miesięcy gry w kompletnie innej kulturze, kraju zapewne nieco gorszym do życia, ale w gruncie rzeczy takim, gdzie poza graniem w piłkę o nic innego szczególnie się nie musisz martwić. Podpisalibyście taki kontrakt? Tylko głupi by tego nie zrobił. Właśnie taką ofertę z Arabii Saudyjskiej otrzymał Efthymios Koulouris. Nie mam więc absolutnie żadnych zastrzeżeń, że chciał odejść. Takimi pieniędzmi ustawiłby zapewne siebie, swoje dzieci, oraz dzieci swoich dzieci. Jak nie jeszcze następne pokolenia. Problem jest jednak w czym innym – podpisując w 2023 roku 3-letni kontrakt z Pogonią powinien mieć świadomość, że przez następne 3 lata to właśnie klub będzie decydował o statusie. Natomiast jeśli potencjalny kupiec składa jego pracodawcy ofertę, która go nie zadowala, to Kulu powinien tę decyzje uszanować.

Alex Haditaghi twierdzi, że Saudyjczycy złożyli ofertę opiewająca na poniżej 2 miliony euro. Taka naturalnie go nie zadowala, bo za 29-letniego napastnika w życiowej formie można zgarnąć zdecydowanie więcej. W odpowiedzi prezes rzucił więc kwotą w przedziale 3.5-4 milionów euro i stwierdził, że za tyle może go sprzedać. Czy wpłynęła oferta opiewająca na tyle pieniędzy? Nie. Więc naturalnie, Pogoń nie chce sprzedawać swojej gwiazdy.

W tym momencie pojawia się jednak nieco inny problem. Czy taki zawodnik, któremu blokowana jest życiowa szansa zarobku, będzie dalej z wielkim zaangażowaniem prezentował barwy klubu? Kulu to profesjonalista, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Ale nawet największych profesjonalistów da się zniechęcić. Uważam, że ta słaba sytuacja z – prawdopodobnie – udawaniem kontuzji pleców była jednorazowa i nic podobnego ze strony Kulu nie zobaczymy. Ale nie wierzę, że będzie to dalej piłkarz grający z takim zaangażowaniem, jak przez poprzednie 12 miesięcy. I tu się pojawia inne pytanie – czy Pogoń już w tym momencie nie powinna zainwestować w innego napastnika, który nie będzie skażony grą tutaj? Naturalnie ciężko będzie znaleźć godnego następcę dla Greka, ale nie wiem, czy ryzyko związane z poszukiwaniem go nie będzie mniejsze, niż ryzyko z założeniem, że tak zniechęcony Kulu powinien być naszym podstawowym zawodnikiem przez przynajmniej następne pół roku.

 

Adrianowi Przyborkowi robiona jest krzywda

64 minuta meczu z Górnikiem Zabrze, Adrian Przyborek schodzi z boiska i zostaje wygwizdany przez znaczną część stadionu w Szczecinie. Frustracja kibiców w kontekście jego słabej dyspozycji osiągnęła apogeum i dali oni tym samym dać do zrozumienia, że nie chcą dalej oglądać jego gry w takim wydaniu. I jak się z tym absolutnie zgadzam, bo wygląda bardzo kiepsko, tak musimy pamiętać, że on sam się na boisko nie wystawia.

Uważam, że Adrianowi Przyborkowi zrobiona dużą krzywdę. Nie samym faktem wygwizdania go, ale tym, że wmówiono mu, że ma spory talent i szybko może zostać ważną postacią drużyny, jak było to w przypadku chociażby Kozłowskiego czy Łęgowskiego. Zrobiono mu krzywdę narzuconą mu presją, wypowiedziami ze strony byłego i obecnego zarządu, że chcą go sprzedać za kilka milionów, oraz nawet takimi pierdołami, jak danie mu numeru „10” na koszulce. Ja naprawdę nie chcę tworzyć teraz jakiegoś kącika hejtu na Adriana, bo w żadnym stopniu nie jest mi to na rękę i jak najbardziej trzymam kciuki, aby zrobił karierę, a klub na tym zarobił. Ale w tym momencie po prostu uważam, że raczej się to nie stanie. Kilka wyróżniających go umiejętności ma i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Potencjał na grę w Ekstraklasie bez wątpienia posiada. Jednak chłopak ma dopiero 18 lat, a już od dłuższego czasu narosła wobec niego narracja wielkiego talentu i zawodnika gotowego do gry w I zespole. Trzeba niestety spojrzeć prawdzie w oczy i uświadomić, że niestety tak nie jest.

Nie chcę aby nagle sprzedawać go za grosze czy całkowicie odstawiać od drużyny. Niech się ogrywa i łapie minuty. Ale niech będzie to na takiej samej zasadzie, jak jego rówieśnicy, Patryk Paryzek czy Maciej Wojciechowski. W tym momencie po prostu nie widzę, aby w jakimś większym stopniu mocniej od nich się wyróżniał. Czemu ma więc być lepiej traktowany?