Kilka dni temu Jan Urban udzielił wywiadu Pawłowi Paczulowi na kanale Weszło. Parę wypowiedzi selekcjonera można zakwalifikować do kategorii absurdu. I nie, to stwierdzenie nie jest przesadą.
Panie Urban, o co tu chodzi?
Już za ponad miesiąc Polska wraca do gry. Przed reprezentantami stoi nie lada wyzwanie — baraże o udział w tegorocznych Mistrzostwach Świata, które odbędą się w USA, Kanadzie i Meksyku. W pierwszym meczu Polacy zmierzą się z Albańczykami na PGE Narodowym, w przypadku awansu czeka ich starcie na wyjeździe ze zwycięzcą meczu Ukraina – Szwecja. Mimo względnie odległego w czasie zgrupowania, o reprezentacji nie milkną echa. To za sprawą wywiadu Jana Urbana, w którym poruszył między innymi temat swoich kadrowych wyborów, uzasadniając je w sposób… nieudany.
Paweł Wszołek, Bartosz Kapustka i Kamil Grosicki to niekonwencjonalni trzej muszkieterowie Jana Urbana, którzy nie opuścili żadnego z trzech ostatnich zgrupowań reprezentacji. Na powołanie mogą liczyć — może się wydawać — niezależnie od ich dyspozycji. I choć konsekwencję w przypadku tego pierwszego można zrozumieć — jest swego rodzaju 'żołnierzem’ obecnego selekcjonera, nadrabiając braki techniczne zaangażowaniem i gryzieniem trawy —, tak powodu powołań w przypadku ostatniej dwójki na próżno jest szukać. Przynajmniej sensownego, bo tłumaczenia trenera Urbana do takowych nie należą.
— Podoba mi się piłkarz o takiej charakterystyce. Uważam, że Kapustka w dobrej dyspozycji jest zaawansowany pod względem technicznym, bardzo dobrze czyta grę, potrafi zagrać ostatnie podanie. Ktoś mi powie, że jest słaby w kontakcie, nie powalczy, nie włoży nogi, nie wygra pozycji i tak dalej. Każdy ma inne umiejętności, Kapustka w drużynie, która gra piłkę kombinacyjną oraz techniczną, potrafi się odnaleźć bardzo dobrze — tak selekcjoner mówił o Bartoszu Kapustce w rozmowie z Pawłem Paczulem. I w jednym z Janem Urbanem mogę się zgodzić — że jest słaby w kontakcie, nie powalczy, nie włoży nogi ani nie wygra pozycji. Ale za to nie jest również zaawansowany technicznie, nie czyta dobrze gry, ani nie potrafi zagrać ostatniego podania. Naprawdę nie mam pojęcia skąd takie cechy w Kapustce znalazł Urban. Oglądając go na boisku widać człowieka, który w sposób kombinacyjny za bardzo nawet nie chce grać — bo tej piłki unika jak ognia. Chyba, że za takową grę uznajemy odgrywanie do najbliższego, wówczas owe słowa jestem zmuszony wycofać.
– Gdyby Kapustka grał w Arce Gdynia, to by go pan nie powołał.
– To jest pana zdanie. (…) Mnie się podoba piłkarz o takiej charakterystyce. Kapustka w dobrej dyspozycji jest zaawansowany technicznie, bardzo dobrze czyta grę, potrafi zagrać ostatnie podanie. pic.twitter.com/trRVQsZDUJ
— Paweł Paczul (@PawelPaczul) 12 lutego 2026
Jeśli ktoś w takich słowach wypowiada się o Kapustce to: albo jest oderwany od rzeczywistości, ostatni mecz piłki nożnej oglądał, gdy ten dopiero przechodził do Leicester City i zgubił go z radaru na parę kolejnych lat, bądź po prostu nie mówi prawdy — z nadzieją spoglądam na ostatnią opcję. I ja rozumiem, że Urban nie wyjdzie do mediów i nie będzie linczować Kapustki, bo mu po prostu nie wypada. Ale, na litość boską, takie słowa o takim piłkarzu ocierają się o absurd. Czy tak ciężko jest przyznać się do błędu poprzez zaprzestanie zabierania go na kadrę? Widząc, jak bezproduktywny jest na boisku?
Selekcjoner wypowiedział się również na temat Pietuszewskiego: — Wydaje mi się, że miałem rację, bo krzywda mu się nie stała, że nie był w pierwszej reprezentacji. Grał bardzo dobrze w klubie, młodzieżówce, wyjechał do odpowiedniej ligi, by stawiać pierwsze kroki poza granicami naszego kraju. […] Podejrzewam, że gdybyśmy powołali Pietuszewskiego, to byłyby głosy: „kurczę, to po co go biorą do kadry, żeby pograł 15 minut? Mógł sobie wystąpić w młodzieżówce”. A wyobraź sobie, że zabieram go i młodzieżówka przegrywa z Włochami na przykład. No to wszystko na Urbana, robi pod górkę na sto procent. Prowadzenie narracji o tym, że ma się rację, bo krzywda nikomu się nie stała to już wyższy szczyt niedorzeczności. Nikt mi nie wmówi, że Pietuszewskiemu więcej korzyści przyniosła gra w młodzieżówce, niż powolne wdrażanie go do kadry, nawet tymi wspomnianymi 15 minutami — a była do tego idealna okazja w meczu z Maltą, by zbudować trochę gruntu pod ewentualny angaż Oskara w nadchodzących barażach. Trener Urban wolał jednak powoływać Kamila Grosickiego, któremu po zorganizowanym pożegnaniu w meczu z Mołdawią, w zaledwie trzy miesiące odwidziało się zawieszanie reprezentacyjnych butów na kołek i w kompromitującym stylu zadecydował o swoim wielkim powrocie. Ręce opadają.
🆕▶️ Na kanał wpadła rozmowa z Janem Urbanem. Zaległa, nagrana jeszcze w Belek.
– 90-95% głosów w sztabie było, by nie powoływać jeszcze Oskara Pietuszewskiego. Szansę ma, ale dlaczego miałby nagle znaleźć się wyżej w hierarchii? Sam transfer do Porto tego nie załatwia.
Link… pic.twitter.com/4iNZJc1S90
— Przemek Langier (@plangier) 25 stycznia 2026
To nie jest problem dotykający jedynie Oskara Pietuszewskiego — jest tylko symbolem problemu. Wspomnieni wyżej Kapustka, Grosicki czy też niewspomniany Bereszyński blokują miejsca w kadrze dla zawodników, którzy faktyczną przyszłość po obecnym selekcjonerze mają. Którzy, być może, kiedyś będą stanowić o jej sile, grać pierwsze skrzypce. Uporczywe stawianie na zawodników, którym do schyłku kariery jest bliżej niż dalej, to marnowanie czasu, z czego nasz kraj słynie. Co więcej, wspomniane jako ogół młode, pukające do drzwi nazwiska mogłyby już na tu i teraz dać więcej. Wprowadzić iskrę, której reprezentacji nadal brakuje.
Betonowa konsekwencja
I nie zrozumcie mnie źle, Jana Urbana mam, jak na nasze standardy, za naprawdę dobrego selekcjonera (może poza aspektem samej selekcji). Z sześciu dotychczasowych meczów, cztery z nich wygrał oraz dwa razy zremisował z Holandią — w drugim meczu z Oranje było nawet blisko zwycięstwa. Uzdrowił atmosferę w kadrze po toksycznym pobycie Michała Probierza, zbudował dobre relacje z Robertem Lewandowskim i zażegnał zaistniały konflikt z kadencji jego poprzednika przywracając mu opaskę kapitana. Po półtorarocznej stagnacji widać również w końcu zalążek stylu gry, w jakim reprezentacja chce grać. Jego wybór przyniósł zdecydowanie więcej pozytywów, niż strat. Ale to nie tłumaczy go z absurdalnych doborów kadrowych, jakich notorycznie dokonuje.
Z niekonsekwencji za kadencji Probierza, wywracania kadry do góry nogami co zgrupowanie i parzenia zawodników, a następnie ich odpalanie po debiucie (Maxi Oyedele wystawiony na pożarcie w meczu z Portugalią), przeszliśmy w beton. Mamy zawodników nietykalnych, którzy mimo słabej dyspozycji nie tracą miejsca w kadrze — ciężko jest stwierdzić na jakiej zasadzie selekcjoner przeprowadza przesiew zawodników na zgrupowanie. Powołanie może otrzymać Kryspin Szcześniak z Górnika Zabrze mający na koncie niespełna tysiąc minut, a takowego nie dostaje chociażby Norbert Wojtuszek stanowiący pierwszoplanową rolę w Jagiellonii Białystok, zbierający doświadczenie na europejskich boiskach oraz świetne recenzje odnośnie jego gry. Nie wierzę w to, że takie decyzje, zarówno w przypadku Wojtuszka, jak i Kapustki, są podyktowane wyłącznie umiejętnościami piłkarskimi. A chciałbym.

