Karol Borys – bursztyn, którego Śląsk Wrocław chce pozostawić na plaży

Zarówno w ostatnim okienku transferowym, jak i w obecnie trwającym zimowym okresie, w którym można dokonywać transferów pojawia się temat zmiany klubu przez Karola Borysa ze Śląska Wrocław. Niespełna 18-letni wielki talent jest rozchwytywany przez kluby znane w całej Europie, m.in. takie jak Fiorentina czy PSV Eindhoven. Są to naprawdę duże marki, chociaż sama potencjalna kwota za transfer młodego pomocnika wygląda średnio biorąc pod uwagę, za ile klub z Wrocławia mógłby go sprzedać za rok lub dwa lata. Problemem jest to, że kontrakt ze Śląskiem Borysa kończy się 30 czerwca 2026 roku, czyli za trochę ponad dwa lata. Obecny lider Ekstraklasy nie ukrywa, że chce Borysa spieniężyć już teraz, ale nie potrafi tego wytłumaczyć. Najgorsze w całej tej sytuacji jest to, że swojej decyzji nie potrafi kompletnie wytłumaczyć w sposób racjonalny, a każdy kolejny argument wydaje się coraz głupszy. Czy Karol Borys mógłby regularnie z powodzeniem grać w Śląsku w przyszłych sezonach i być jego gwiazdą? Z pewnością tak.

Karol Borys w barwach reprezentacji Polski (fot. PZPN)

Borys jest cały czas zawodnikiem, który nie wyrósł z tego tzw. juniorskiego stylu grania, który opiera się głównie na dryblingu, nonszalancji z piłką przy nodze i ogólnie jej prowadzeniu. Cały czas da się jednak spowodować, że jego gra ewoluuje. 17-latek pochodzący z Otmuchowa zarówno na mistrzostwach Europy, jak i na mistrzostwach świata w kategorii U17 był jednym z najlepszych dryblerów wśród rówieśników i nawet jeżeli nie łapałby się w przyszłości na pozycję 6/8 lub 10 to z powodzeniem mógłby grać na skrzydle. Borys w szczególności dzięki swoim ogromnym umiejętnościom w mijaniu graczy z piłką przy nodze potrafi tworzyć także wolną przestrzeń, w którą śmiało może wejść kolega z zespołu i z poprzedniej akcji w dryblingu cała drużyna ma sporą korzyść. Akcję, którą widzicie poniżej skomentował już chyba cały Twitter, a Borys właściwie zrobił wszystko dobrze. Wywalczył rzut wolny dzięki swojej błyskotliwości, dobremu dryblingowi oraz nutce szczęścia i oglądając tą akcję naprawdę można się zdziwić, jakim cudem ten gość nie zagrał w tym sezonie ESA praktycznie w ogóle.

Pierwszym niezbyt racjonalnym „argumentem” na sprzedaż młodego pomocnika jest rzekoma słaba fizyczność młodego gracza. Oglądając mecze w wykonaniu Borysa widać, że 17-latek nie radzi sobie w tej materii najgorzej, nie odbija się od każdego rywala z kolei i jedynym, co „zawodzi” jest wzrost. Tylko co to w tym przypadku zmienia? Wszyscy bardzo dobrze wiemy: nic. Lionel Messi jakoś nie był zbyt wysoki, a nikt w Barcelonie za czasów jego młodości i czasów debiutu nie marudził, że jest niski i jest po przejściach, po prostu dostał szansę, wykorzystał ją, zaczął regularnie grać na wysokim poziomie i tak stał się gwiazdą największego formatu. Borys raczej Messim nie będzie, nie musi być też aż tak ofensywnie grającym, jak Argentyńczyk, ale musi dostawać minuty, żeby jakkolwiek móc udowodnić, czy nadaje się do bycia podstawowym zawodnikiem, czy nie. A oglądając sparingi Śląska ze zgrupowania w chorwackim Umag można zobaczyć, że Borys na te okazje do gry pracuje.

Dodatkowo prezes Śląska Patryk Załęczny w wywiadzie dla Pawła Paczula przeprowadzonego na łamach portalu Weszło powiedział, że Karol Borys odchodzący z Lecha Poznań kosztowałby 5 milionów euro. Wcale nie jest regułą fakt, że młody zawodnik odchodzący z drużyny dużej marki z góry jest wyceniany na duże pieniądze i faktycznie za takie odchodzi. Dla przykładu ówczesne wielkie talenty polskiej piłki grające w młodzieżowych drużynach Lecha, jak np. Łukasz Bejger, Szymon Czyż czy Olaf Kobacki, którzy odchodząc z Poznania łącznie dali na sobie zarobić niecałe 500 tys. euro. A jeżeli chodzi o największe gwiazdy Lecha, które odchodziły z klubu to praktycznie tylko Jakub KamińskiFilip Marchwiński nie zostawali wcześniej wypożyczeni do niższej ligi, aby łapać zarówno minuty, jak i doświadczenie na poziomie centralnym. Obaj wymienieni zawodnicy są wyjątkami od reguły, która dotyczy piłkarzy młodego pokolenia chcących zwojować rozgrywki Ekstraklasy, a w dalszej kolejności dobre ligi zagraniczne. Tymoteusz Puchacz, Kamil Jóźwiak, Jakub Moder, Michał Skóraś, Jan Bednarek – tych wszystkich zawodników łączą trzy rzeczy: wszyscy odeszli z Lecha za duże pieniądze, wszyscy zadebiutowali w reprezentacji i wszyscy wcześniej ogrywali się na wypożyczeniach, zarówno w innych klubach Ekstraklasy, jak i przede wszystkim w 1. Lidze. W kolejce czekają jeszcze Filip Szymczak (niegdyś wypożyczony do GKS-u Katowice), Antoni Kozubal (obecnie gra w GieKsie) czy niedawno wypożyczeni do klubów ekstraklasowych Filip Wilak (Ruch) i Maksymilian Pingot (Stal). Także jeżeli Jacek Magiera uważa, że w pomocy jest na tyle duży ścisk, przez co Borys grałby mniej, zawsze w grę może wchodzić wypożyczenie do 1. Ligi. Jedynym poważnym problemem w tym przypadku może być kontrakt młodego pomocnika z zespołem z Wrocławia, o którym zresztą wspomniałem na początku. Ale nie musi to też być żaden kłopot – wystarczą dobre negocjacje. Tak, wiem, łatwo się to mówi z perspektywy gościa, który nie wie, jakim człowiekiem jest Borys i czy dałoby się go namówić przy pewnych warunkach na nową umowę. Ale skoro Lech przedłużał rok przed transferem Michała Skórasia tylko po to, aby na nim solidnie zarobić, to Śląsk nie miałby z taką rzeczą żadnych komplikacji. A przynajmniej tak się może wydawać.

Jednak czy Borys już w tym sezonie ma szansę na dobre się przebić do pierwszej jedenastki Śląska? Mógłby mieć z tym pewne problemy, ponieważ trener Magiera w momencie, kiedy nie ma większej potrzeby nie rotuje składem, a pewne miejsce w nim ma trio Peter Pokorny – Petr Schwarz – Patrick Olsen. Ciężko będzie wygryźć któregokolwiek z tej trójki, zwracając uwagę na to, że ich wkład w sukces Śląska, jakim jest przewodzenie w ligowej tabeli, jest ogromny i właściwie wyrzucenie z jedenastki kogoś z tej trójki na chwilę obecną byłoby ruchem zrobionym na siłę, byleby grał ktoś inny. Warto jednak pamiętać, że Schwarz młodszy już nie będzie i jakiś następca wkrótce by mu się przydał. Wśród alternatyw dla 32-letniego Czecha próżno szukać kogoś wybijającego się ponad przeciętność w Ekstraklasie. Michał Rzuchowski pokazał, że nie jest złym piłkarzem, ale to mimo wszystko jest to bardziej defensywny zawodnik od Schwarza i maksymalnie materiał na dobrego zmiennika. Szymon Lewkot jest na wylocie z klubu, a Daniel Łukasik jest rówieśnikiem Schwarza sprowadzonym do klubu głównie dla bycia alternatywą w nagłych wypadkach, natomiast wypożyczonego na pół roku z duńskiego Odense Alena Mustaficia jeszcze za dobrze nie znamy, aby oceniać jego przydatność w Śląsku i jego potencjalne szanse na pierwszy skład w zespole z Wrocławia, ale wydaje się, że i on jest „w zasięgu” Borysa.

Gdybym miał ten powyższy tekst zastąpić jednym, konkretnym i podsumowującym całość zdaniem to napisałbym tak: Karol Borys musi zostać w Śląsku Wrocław. Bo polska piłka się nie rozwinie, kiedy największe talenty będą ginąć w Primaverze Atalanty czy innej Fiorentiny. A młody środkowy pomocnik ma szanse na regularne granie w drużynie z Wrocławia, lecz nawet, jakby się nie przebił to cały czas można go wypożyczyć, ograć w niższej lidze i prowadzić do dużej kariery „drogą Lecha Poznań”.

Michał Wawrzyniak