Jak odpowiednio rozbudzić apetyty kibiców? Lech Poznań rozpoczyna nowy sezon | Kącik Lecha Poznań 25/26 #1

Równo 50 dni – tyle czasu minęło od zakończenia minionego sezonu Ekstraklasy. Minionego sezonu, który dla kibiców Lecha Poznań zakończył się w najlepszy możliwy sposób – Kolejorz po 3 latach odzyskał tytuł mistrza Polski. Nikt już dziś nie pamięta, ile wpadek po drodze zanotował Lech, tak samo, jak nikt nie pamięta meczów takich jak m.in. we Wrocławiu ze Śląskiem czy w Gdańsku z Lechią. Dla piłkarzy, sztabu szkoleniowego, zarządu, kibiców czy ogólnie wszystkich ludzi związanych z „Kolejorzem” w chwili obecnej nie ma to żadnego znaczenia. Liczy się to, jak zespół jest przygotowany do walki na trzech frontach.

WZMOCNIENIA GODNE MISTRZA

Na początku zacznę od tego, jak zmieniła się kadra Lecha względem poprzedniego sezonu. Na pewno dużym plusem ekipy z Poznania jest to, że (na ten moment) nie odszedł żaden kluczowy piłkarz. Oczywiście, stolicę Wielkopolski latem opuścili Dino Hotić czy Rasmus Carstensen, ale nie ma co się oszukiwać, to były co najwyżej wartościowe uzupełnienia, które, zdaje się, że Lech już odpowiednio zastąpił. „Nowym w talii” Nielsa Frederiksena został Leo Bengtsson. 27-letni Szwed przyszedł do Kolejorza z cypryjskiego Arisu Limassol za 800 tysięcy euro (wg Transfermarkt) i raczej z marszu wejdzie do pierwszego składu na spotkanie w Superpucharze Polski z Legią Warszawa. Nie będę ukrywał, nie widziałem tego piłkarza w akcji zbyt często, a pewnie nawet nie widziałem nigdy (nie pamiętam, aby czymś szczególnie wyróżnił się w starciu eliminacji do Ligi Mistrzów przeciwko Rakowowi), więc sam nie będę zabierał opinii na jego temat. Szerzej na fanpage’u Futbolu po Skandynawsku szerzej opisał go Marek Wadas – prowadzący konta na Twitterze: Szwedzka Piłka, który na piłce szwedzkiej zna się jak mało kto:

Od siebie w jego temacie mogę dodać też tyle, iż należy pochwalić Lecha Poznań za reakcję na kontuzję Daniela Hakansa. Nie wiemy, kiedy Fin będzie w pełni gotowości, a wiedząc też, że on też często „lubi” łapać urazy, warto było po kogoś sięgnąć od razu. Bengtsson przychodzi więc za niekoniecznie gigantyczną sumę, zna intesywność gry co 3 dni i do tego nie wydaje się piłkarzem słabym, choć na ocenę trzeba będzie poczekać, aż zagra pierwsze spotkanie w niebiesko-białej koszulce.

fot. Przemysław Szyszka/lechpoznan.pl

Dwa pozostałe transfery są już bardziej znane. Oba to też naprawdę głośne powroty do Lecha po latach – jeden z piłkarzy wraca po trzech sezonach, drugi po pięciu. Pierwszym z nich jest Mateusz Skrzypczak, którego Lech wykupił z Jagiellonii Białystok, wykorzystując tym samym wpisaną w jego umowę klauzulę odstępnego. W oczach wielu ten transfer na chwilę obecną jest najlepszym ruchem tego okienka i zresztą nic dziwnego – do Kolejorza dołącza świeżo upieczony reprezentant Polski i najlepszy obrońca minionego sezonu Ekstraklasy. Co prawda, sprowadzenie nowego stopera do drużyny nie było dla Lecha jakimś priorytetem, ale z takich okazji trzeba korzystać, w szczególności pamiętając sytuację z końcówki poprzedniego sezonu, kiedy jednocześnie wypadli Alex Douglas i Bartosz Salamon. Wówczas w kluczowych meczach sezonu musiał grać debiutant, Wojciech Mońka. Powrót Skrzypczaka to nie jest jedynie konkretne wzmocnienie, ale też piękna historia – zawodnik odchodził z klubu, w którym był całe życie, był jego kibicem, jako piłkarz nic nieznaczący, w Jagiellonii wszedł na poziom europejski, a teraz, jako mistrz Polski, ćwierćfinalista Ligi Konferencji i reprezentant Polski wraca do Kolejorza w glorii chwały.

fot. Przemysław Szyszka/lechpoznan.pl

Poza Skrzypczakiem do Lecha wrócił też gracz, którego dawno nie oglądaliśmy na polskich boiskach. Robert Gumny odchodził z Poznania jesienią 2020 roku przenosząc się do bundesligowego Augsburga. Co prawda, zagrał tam ponad 100 meczów, ale nigdy też nie pełnił tam roli gwiazdy zespołu. W innym przypadku pewnie nie wracałby teraz do Lecha, a grał w znacznie lepszym klubie. I trzeba sobie powiedzieć jasno – to jest kolejny świetny ruch Lecha. Przychodzi zawodnik ledwie 27-letni, w wieku, w którym piłkarze wchodzą w swój prime, do tego Gumny przychodzi do Lecha jako zawodnik lepszy, niż przed wyjazdem – nikt mi nie powie, że 5 lat w Bundeslidze nie sprawiły, że jest lepszym piłkarzem. A nawet jakby nie okazał się aż tak dobry (choć mecze sparingowe pokazały, że Gumny będzie w drużynie bardzo przydatny), to i tak, jak na zmiennika dla Joela Pereiry Lech wybrał niemalże idealnie. Jedynym minusem jest duża podatność na kontuzje Gumnego. To z tego względu wyjechał z Lecha później, niż się wszyscy spodziewali, z tego też względu nie był nigdy graczem wyróżniającym się na plus w Niemczech. Jednak dla mistrza Polski to jest transfer wręcz gigantyczny.

fot. Przemysław Szyszka/lechpoznan.pl

NIE WSZYSTKO JEST JEDNAK TAK KOLOROWE…

Pomimo dokonania bardzo dobrych transferów (w chwili obecnej, bo to oczywiste, że kilka wzmocnień Kolejorz musi jeszcze przeprowadzić) Lech ma jednak problemy kadrowe. O ile w defensywie sytuacja wygląda bardzo dobrze, o tyle w formacji ofensywnej są spore problemy. Z gry na ok. 3 miesiące wypadł Radosław Murawski, co sprawia, że Lech na pozycjach „6-stki” i „8-mki” ma jedynie trzech piłkarzy. Nie liczę tutaj oczywiście „zabawy” z przesuwaniem Sousy, bo wtedy nie ma nikogo do grania na 10, a także młodzieżowców t.j. Sammy Dudek, który swoje minuty pewnie złapie, ale chyba jeszcze nie jest gotowy by regularnie grać na poziomie Ekstraklasy. Patrząc też na to, że ledwo co kontuzje wyleczyli Filip Jagiełło i Gisli Thordarson to zdecydowanie, w środku pola Kolejorz ma problem. Podobnie jak na skrzydłach, gdzie jedynym zdrowym piłkarzem (z wyłączeniem wyżej opisanego Bengtssona) jest Kornel Lisman, który formą nie błyszczał – ani w decydujących meczach o wygranie mistrzostwa, ani w sparingach. Bez wątpienia, ma on potencjał na to, by stanowić o sile Lecha w najbliższych latach, ale dobrze zrobiłoby mu wypożyczenie do 1. ligi lub do gorszego zespołu Ekstraklasy. Tymczasem on jest rzucany na głęboką wodę, wobec urazów Daniela Hakansa i Patrika Walemarka oraz powrotu do treningów po majowej operacji Aliego Gholizadeha. Na szczęście Irańczyk ma wrócić w przyszłym tygodniu do trenowania na pełnych obrotach, ale nawet mimo tego, problem jest tutaj ogromny. Na dodatek, wraz z Bengtssonem, tego samego dnia, do Lecha miał dołączyć Arkadiusz Reca. 30-letni lewy obrońca przeszedł testy medyczne, ale… Lech nie chciał ryzykować podpisując tego zawodnika, przynajmniej wg informacji Dawida Dobrasza z Meczyków. Czy to dobra decyzja? Odpowiedź przyjdzie, kiedy Reca znajdzie klub i zacznie w nim grać, bądź nie.

 

SPARINGOWE GRANIE NA PLUS (?)

Lech Poznań w okresie przygotowaczym zdecydował się na zagranie ledwie dwóch meczów sparingowych. Poznaniacy wygrali z Chrobrym Głogów (2:1), za to w drugim i za razem ostatnim meczu towarzyskim przegrali z Banikiem Ostrawa (1:2). W pierwszym meczu w głównej mierze mieli okazje wykazać się młodzi zawodnicy, w szczególności w drugiej połowie. Dobrze tamtego dnia wyglądała defensywa, z Antonio Miliciem i Alexem Douglasem na czele. Ozdobą spotkania był jednak gol Tymoteusza Gmura, który dał zwycięstwo Lechowi. Jest to nie pierwszy raz, kiedy Gmur w sparingach wysyła sygnały trenerowi i nie zdziwi pewnie nikogo, jak w niektórych spotkaniach dostanie swoje szanse.

Drugi sparing z Banikiem już tak idealnie się nie skończył, przynajmniej wynikowo. Lech wyglądał z gry na zespół lepszy, zgrany, jednak był problem z kreowaniem sytuacji, choć jak już do nich dochodził, to totalnie je marnował, jak np. Afonso Sousa uderzając na pustą bramkę w słupek. Mimo wszystko, w pierwszej części gry już tak dobrze nie wyglądała defensywa, która często pozwalała Banikowi na zbyt wiele. Często przed groźniejszą akcją Czechów dopiero w finalnej akcji, tuż przed strzałem, obrońcy gospodarzy tamtego spotkania kasowali akcje. O ile przy pierwszej bramce nie można się de facto przyczepić do nikogo (cóż, opłaciło się Evertonowi oddać taki strzał, bramka ładna i to trzeba oddać), ale przy drugiej wyglądało to niezbyt ciekawie i przede wszystkim: bardzo nieudolnie. Druga część to już wyjście piłkarzy w głównej mierze drugiego składu oraz młodych, też ta druga połowa nie była najatrakcyjniejszą licząc wszystkie mecze sparingowe rozgrywane na terenie Wielkopolski w tamtym tygodniu. Zostając przy temacie Wielkopolski: wiemy, ile co roku przyjeżdża zespołów do Hotelu Remes w Opalenicy i w tym roku były tam m.in. Jagiellonia Białystok, Widzew Łódź, Pogoń Szczecin, czy wspomniany Banik. Dlaczego Lech nie zdecydował się zagrać przynajmniej tą jedną grę kontrolną więcej? Z jednej strony – szkoda, bo zobaczyłbym na tle rozpędzającego się Widzewa piłkarzy Lecha w okresie przygotowawczym, lecz z drugiej mogę zrozumieć też to, że zgrupowanie we Wronkach było niesamowicie intensywne, co powiedział Kornel Lisman dziennikarzom po meczu z Banikiem:

Kończąc ten tekst uważam, że da się zrozumieć brak trzeciego sparingu, ale mimo wszystko żałuję, że Lech Poznań w tym roku do Opalenicy nie zawitał. Nie będzie to jednak ważne, w momencie kiedy Kolejorz zrobi swoje na boisku. Czy ten zespół jest w stanie obronić mistrzostwo Polski i awansować do Ligi Mistrzów? Przekonamy się w najbliższym czasie. Pierwszy sprawdzian? Dzisiaj, w Superpucharze przeciwko Legii Warszawa.