Raport z Wiecznego Miasta #1:
Jestem fanem Romy właściwie od czasu kiedy zacząłem interesować się piłką. Był to zawsze mój jedyny stały oprócz okazjonalnych meczy Ligi Mistrzów na TVP kontakt z zagraniczną piłką jakiego przez lata doświadczałem, jako, że jestem raczej koneserem rodzimej Ekstraklasy.
Kiedy The Special One przejmował więc Romę w 2021 roku nie wiedziałem o nim więcej niż to co można o nim wiedzieć z Wikipedii. Porządny trener z sukcesami, swego czasu pewnie najlepszy trener świata, który miał dosyć burzliwe rozwody z poprzednimi zespołami. Nada się. Początkowo nie byłem jednak przekonany do jego pracy zwłaszcza wobec kompromitującej porażki w Norwegii z Bodo/Glimt aż 6:1. Pierwszy rok z portugalskim szkoleniowcem do momentu finału Ligi Konferencji stał, więc pod znakiem mieszanej formy występów Giallorossich w Lidze, wczesnym (czy przedwczesnym można się kłócić) odpadnięciem z Pucharu Włoch w meczu z Interem (późniejszy triumfator) i często niepewnej przygody w Europie, gdzie mimo dotarcia do finałów występy Romy w żadnym dwumeczu nie dawały 100% pewności, że w rozgrywkach pozostaniemy. Najpierw kontaktowe 2:1 z Vitesse, potem kolejna porażka z Bodo 2:1, którą zrekompensowaliśmy bardzo pewnym zwycięstwem 4:0 w Rzymie, kończąc na kolejnym kontaktowym dwumeczu z Leicester, który był już jednak do wybaczenia biorąc pod uwagę klasę rywala (jako, że obecnie grają na zapleczu ligi to przypomnę, że tamten sezon skończyli na 8 miejscu PL).
25 maja 2022 nastąpił przełom zarówno w moim postrzeganiu Mourinho jak i zapewne u wielu fanów z Wiecznego Miasta. Oto na stadionie w Tiranie pokonaliśmy Feyenoord 1:0, zwycięstwo nie było pewne, ale udało się je dowieźć bez nieprzyjemnych niespodzianek. I oto Rzymianie wracają do domu z pierwszym od kilkudziesięciu lat europejskim trofeum. Dla mnie nie było w tym momencie ważne, że przez większość sezonu nazywałem Ligę Konferencji Europy pogardliwie Pucharem Biedronki. Nagle w Europie nie ma już słabych drużyn, a zwycięstwo to okazuje się spełnieniem marzenia, o którym dowiadujesz się w momencie jego osiągnięcia. Marzeniem, które podzielają dziesiątki tysięcy fanów Romy świętując hucznie zwycięstwo i zdobiąc swoje miasto muralami z Mourinho, który staje się dla nich nowym Cesarem.
Przychodzi kolejny sezon, wielkie wydarzenie w postaci sprowadzenia Paulo Dybali to jego największa wizytówka zaraz obok finału LE. Przychodzi do nas zawodnik, który jak i pokazał czas stał i nadal stoi raczej poziom wyżej od dowolnego kolegi z zespołu (a przynajmniej do momentu przyjścia do Romy Lukaku, ale to dopiero nadejdzie, teraz jesteśmy w sezonie 2022/2023). Jego występy cieszą po prostu po ludzku oko, a człowiek cały czas ma z tyłu głowy, że głównym architektem transferu był Mourinho. Niestety Serie A kończy się dla nas ponownie poniżej miejsc premiowanych awansem do LM. W Pucharze Włoch w kompromitujący sposób odpadamy z Cremonese. Zmagania międzynarodowe w postaci tym razem Ligi Europy wyglądają w gruncie rzeczy podobnie co sezon wcześniej. Porażka z Salzburgiem w Austrii i zwycięstwo w Rzymie, pewny awans w przypadku meczu z Realem Sociedad w postaci 2:0 i 0:0, potem porażka z Feyenoordem jednym trafieniem, gdzie w rewanżu holenderski zespół zostaje pewnie pokonany 4:1, kończąc na półfinałach z Leverkusen, które co prawda zakończyliśmy bez straty bramki, jednak zaledwie 1 bramka dawała ciągły niepokój.
Nadchodzi dzień finału w którym zawalczymy o puchar Ligi Europy przeciw Sevilli. I tutaj tak naprawdę tego meczu nie ma co oceniać. 1:1 i porażka w rzutach karnych, mecz statystycznie dosyć wyrównany. To pokazują nam suche statystyki. Ten kto mecz oglądał, albo przeglądał doniesienia prasowe po nim wie, że główną gwiazdą meczu był arbiter główny Anthony Taylor, a jego pokazową sztuczką skrajna niekompetencja. Tutaj nawet nie mogę powiedzieć, że Roma została przez niego skrzywdzona, gdyż sędziował tak fatalnie, że w równym stopniu denerwował fanów zarówno zespołu z Włoch jak i Hiszpanii. Oba zespoły zostały kilkukrotnie poszkodowane jego irracjonalnymi decyzjami w tym kilkoma nieodgwizdanymi dosyć ewidentnymi rzutami karnymi. Jako fan Romy po meczu nie czułem się więc zawiedziony faworyzacją jednego z zespołów, a po prostu zniszczonym meczem. To co było jednak ważne w kontekście Mourinho było to co wydarzyło się po meczu (nie, nie chodzi o wyrzucenie medalu i zwyzywanie sędziego), Mourinho o którego odejściu mówiło się w okolicy finału wygłosił emocjonalną mowę do swoich zawodników, których przede wszystkich zapewnił, że zostaje i że wiele dla niego znaczą, że to jego chłopaki nawet mimo tej porażki.
Mourinho zresztą podczas swojego pobytu w Romie daje się poznać jako człowiek o wielkim sercu dla swoich piłkarzy. To oczywiście nie był jedyny przypadek gdzie zachowywał się jakby to były jego dzieci. Po finale mistrzostw świata w Katarze, Dybala wspomina, że pierwsze co zobaczył w szatni na swoim telefonie to 5 nieodebranych połączeń od Jose. Nie jest do końca pewien, ale oddzwonił do niego raczej w pierwszej kolejności, przed matką. W podobnym tonie wypowiadał się też min. o Mourinho nasz rodak Nicola Zalewski, który doceniał jego wsparcie w okresie po śmierci ojca. Portugalczyk niewątpliwie stworzył z swoimi zawodnikami w Romie niezwykłą więź i miłość do niego w stolicy nie ogranicza się jedynie do trybun, ale też do szatni.
Mamy w końcu i obecny sezon 2023/2024. Przyjście kolejnego zawodnika z klasy jakości wyżej niż przeciętny zawodnik Romy – Romelu Lukaku, za którego zakontraktowanie ponownie w dużej mierze można dziękować Mourinho, do którego dosyć szybko się przekonałem mimo początkowego sceptyzmu, ale też fatalny początek sezonu. Pierwszy raz pozycja portugalskiego szkoleniowca była zagrożona przedwczesnym zakończeniem pracy. Widać było dosyć szeroko sceptyzm wobec pracy Mourinho ze strony fanów. Ja miałem poczucie odmienne, strach, że go zwolnią, gdyż osobiście mam przeświadczenie, że z tym składem co posiadał osiągał rzeczy, które nie powinien. Że z tą linią obrony, niepewną, popełniającą często irracjonalne błędy w rodzaju łamania linii defensywy by odebrać na raz i nieskutecznie od przeciwnika piłkę (z tego rodzaju wybrykami Mancini na czele) i Rui Patricio, którego złoty okres już dawno się zakończył, to nie miał prawa 2 razy z rzędu dojść do finałów europejskich pucharów.
Mourinho jednak kryzys przetrwał. W lidze idzie jak szło przez ostatnie lata – średnio. W Lidze Europy wyszliśmy z grupy pewnie, aczkolwiek można się przyczepić do drugiego miejsca za Slavią Praga, którego można było łatwo uniknąć. W Pucharze Włoch odpadliśmy ponownie na etapie ćwierćfinałów , na wcześniejszym etapie rozgrywek Nemezis w postaci Cremonese tym razem po ciężkich bojach pokonane, niestety ulegliśmy potem Lazio po dosyć średnim meczu. Na razie ciężko powiedzieć w jakim kierunku zmierza Roma, wiele pewnie będzie zależeć od europejskich pucharów, które są niewątpliwie najmocniejszym argumentem Mourinho w jego dotychczasowej pracy. Oczywiście Mourinho spotyka się również z szeroką krytyką. Słaba średnia punktów, wielu również nie pasuje jego styl gry. Najlepsze, że zapewne, wielu zwolenników zgodzi się z tymi argumentami, jednocześnie nie uważając, że przeważają nad tym co Mourinho wnosi. Ja sam mam mu do zarzucenia zbyt małe zmiany na przestrzeni lat w formacji defensywnej zaczynając od bramki, gdzie jest w moim odczuciu najsłabszy element personalny zespołu z Rzymu.
Ciężko mi ocenić jak dokładnie rozkłada się procentowo odsetek zwolenników i przeciwników jego pozostania. Niewątpliwie jednak pierwsza grupa jest bardzo liczna. Mourinho po prostu ciężko nie lubić, żywiołowość na linii bocznej która nie raz skończyła się czerwoną kartką, czy dosyć ostre konferencje prasowe tylko potęgują odczucie, że Mourinho wkłada w tę pracę serce, a z tego płynie dodatkowa sympatia. Dosyć wąskie grono kibiców do którego należę, ale mam pewność, że nie jestem w tym sam odczuwa też swego rodzaju pozytywne masochistyczne zadowolenie średniactwem i nieprzewidywalnością Romy. Każdy mecz staje się martyrologiczną powieścią, kibic podchodzi do meczu przygotowaniem na ciężkie boje, zwroty akcji i wylewy obrony. Dzięki temu zwycięstwa smakują jednak lepiej, porażki mniej bolą, a wychodzenie na prowadzenie w końcówce dwiema szybkimi bramkami do czego już w tym sezonie dochodziło staje się heroicznym czynem zawodnika, który tego dokonał, czynem żywcem wyjętym z jakieś powieści. Jest w tym urok, którego by nie było jakby wszystko chodziło w Romie jak w zegarku.
Ciężko jest na ten moment powiedzieć, kiedy przygoda portugalskiego szkoleniowca w Rzymie się zakończy. Niewątpliwie jednak wpisał się on już na długi czas jeśli nie na zawsze w pamięć kibiców zespołu z Wiecznego Miasta. Dla mnie ciężko jest sobie wyobrazić jak będzie Roma wyglądać gdy Mourinho zabraknie. Obecnie jego dalsza praca stoi pod dużym znakiem zapytania. Dokończenie sezonu jest raczej pewne, kwestią pozostaje ewentualne odnowienie kontraktu. Mimo, że jak można zauważyć, jestem wielkim zwolennikiem jego pracy to trzeba jednak stronie przeciwnej przyznać, że Mourinho jeśli ma dalej pracować musi coś zrobić. Odpadł Puchar Włoch, pozostaje więc nadal teoretycznie możliwe zakończenie sezonu w pierwszej czwórce tabeli jak i oczywiście ewentualne zwycięstwo w Lidze Europy. Tak byłoby najbardziej sprawiedliwie gdyż dałoby argument, że jego praca przynosi stały rozwój, idziemy do przodu, gramy w Lidze Mistrzów. Koniec sezonu jest jednak nadal odległy, pozostaje mi więc się cieszyć jego obecnością i pracą, mi jak i wielu innym kibicom, którzy jak już mam nadzieję was przekonałem po prostu go pokochali. A czy będziemy mogli to robić w następnym sezonie? To zależy tylko od samego Mourinho i jego zawodników.
Kamilkadze2000
