Jalkapallo po godzinach #11 (2025): Huuhkajat pod wodzą Friisa w odwrocie. Fantastyczna walka o zwycięstwo w Veikkausliidze

Kolejne zgrupowanie reprezentacji pod wodzą Friisa i znów mnóstwo obiekcji wobec pracy Duńczyka oraz niemal utracone szanse na Mundial. Veikkausliiga rusza w decydującą fazę, tak wyrównanej rywalizacji o mistrzostwo Finlandii nie było od lat.

HUUHKAJAT

Wrzesień stał się zupełnie nowym rozdziałem w historii reprezentacji Finlandii, dawno tak dużej rewolucji kadrowej nie było. Zgodnie z zapowiedziami Jacob Friis w końcu miał możliwość poszerzenia sobie opcji poprzez obfite skorzystanie z niedawnych uczestników Mistrzostw Europy U21. Fakt, że Huuhkajat potrzebują odmłodzenia kadry nowymi nazwiskami był znany już bardzo długo. Duńczyk skorzystał więc tego i na mecze z Norwegią i Polską znalazło się aż 7 uczestników poprzedniego Euro: Marhiev, Koski, Bergstrom, Keskinen, Jukkola, Vaananen oraz Peltola. Patrząc na ich grę w kadrze młodzieżowej oczekiwano więc zmiany jakości gry i wprowadzenia się do drużyny w sposób znaczący.

Towarzyskie starcie z Norwegią stało się idealnym momentem na przetestowanie niemal każdego z nich i selekcjoner z tego skorzystał. Dzięki temu udało się również uciec spod utartych i znanych schematów jakie kreowała podobna jedenastka na przestrzeni ostatnich miesięcy. Jeśli można chwalić Friisa za coś to za to, jak łatwo wyciągnął wnioski z meczu w Oslo i przełożył je na pojedynek z Polską, czego efektem były przede wszystkim występy Marhieva i Koskiego kosztem Ivanova i Kamary, którzy są aktualnie kompletnie pod formą.

Niestety w kontekście pochwał wydaje się, że to tylko tyle. Kolejne zgrupowanie i znów nie zmienia się u Finów jedno… bojaźń, lęk przed rywalem, które objawia się bardzo szybkim wycofaniem pod własne pole karne co skrzętnie przeciwnik wykorzystuje. W ciągu 180 minut obu wrześniowych starć Finowie oddali na bramkę rywali tylko jeden celny strzał z pola karnego i była to bramka Kallmana. Poza tym współczynnik xG dla Huuhkajat zatrzymał się na poziomie 0,36… KATASTROFA…

 

W Chorzowie Finowie nie mieli absolutnie żadnej z broni, a szybki i techniczny Antman tak straszący Polaków w Helsinkach tym razem został całkowicie zamknięty i zabrano mu wszelkie atuty. Grający dopiero drugi mecz w kadrze Adam Marhiev ponownie był jedynym tak aktywnym zawodnikiem zarówno w nakładaniu pressingu, jak i zwyczajnej aktywności boiskowej na całej przestrzeni pola gry. Przepaść jaka występuję pomiędzy nim, a resztą zespołu była widoczna szczególnie podczas akcji bramkowych Polaków, gdy żaden z Finów nie potrafił wejść na poziom wyższy, by te akcje w jakikolwiek sposób przerwać. Inna kwestia, że utarty schemat z pięcioma obrońcami zdaje się po prostu być absurdalny i nie pasuje do stylu gry Finów. Owszem, przesunięcie środka ciężkości miało dać Huuhkajat dużo więcej możliwości, niż przedzieranie szlaków przez gęsty zawsze środek pola… ale przy wyłączeniu Antmana, opcji do takiej gry staje się bardzo mało. Lod dużo częściej ścinający grę do środka, niż zamykający boisko przy linii końcowej, nie miał kompletnie wsparcia, a Uronen musi się koncentrować na dwóch aspektach jednocześnie, by pamiętać również o linii obrony, bo tam jedyne wsparcie jakie otrzymywał to asekuracja Koskiego.

źródło zdjęcia: archiwum prywatne

Pojawienie się na boisku Kallmana w drugiej połowie pokazało jak dobrej współpracy w przedniej linii potrzebują Finowie. Osamotniony wcześniej Pohjanpalo nie otrzymując dośrodkowań Antmana, ani podań Kairinena był na boisku niemal nieprzydatny. Przy przejściu na dwóch atakujących, umiejętności gry piłką Benjamina pozwoliły na zwiększenie zagrożenia. Może to czas, by taki duet występował razem dużo częściej?

 

Inna sprawa, że błędy popełniane przez Finów były momentami absurdalne. Ale prawdziwą drogę z nieba do piekła w ciągu kilku dni zaliczył Matti Peltola. Jeszcze w meczu z Norwegią z dumą wychodził jako 21-letni gracz z opaską kapitana drużyny, by z Polakami być głównym odpowiedzialnym za wszystkie tracone gole. Ryzyko jakie podejmował zawsze kończyło się jakąś katastrofą, ale też żeby nie było, nie można jego błędów i występu zrzucać jako jedyny powód takiej porażki. Nie występowała bowiem również żadna asekuracja, a taka kwestia jak strzały Casha wydaje się być źle odrobioną pracą domową, bądź kompletnie nietkniętą. Finom nie podobało się również stwierdzenie selekcjonera, jakoby to indywidualne błędy piłkarzy były powodem klęski… one tworzyły okazje rywalom, ale zawiodło niemal wszystko. Ociąganie się ze zmianami przy takim wyniku również zastanawia mocno, ale też brak ryzyka z wpuszczeniem Keskinena czy rola półprawego stopera dla Stahla, który kompletnie tam nie pasuje.

Fińskie media grzmią przede wszystkim w jeden sposób, że pod wodzą Friisa wciąż jest więcej znaków zapytania niż odpowiedzi. Finowie mieli reprezentować nowy styl, nowy sposób gry, a z głośnych zapowiedzi duńskiego selekcjonera nie wynika zbyt dużo. Gra przeciwko mocnym przeciwnikom stała się kompletną zmorą, a wielokrotnie po prostu przyjęciem porażki już na starcie bez większego zaangażowania w zmianę rzeczywistości. Nie ma co się oszukiwać czerwcowe zwycięstwo z Polską było pozytywnym, niesamowitym wypadkiem przy pracy, a przede wszystkim wykorzystaniem niepewnej sytuacji jaka działa się w polskim obozie. Zmiana trenera Polaków pokazała, że dobra analiza Finów nie musi trwać wieczność, a łatwa taktyka pod tego rywala przynosi efekty… zaczynając choćby od pressingu na piłkarzy Friisa już od pierwszych minut meczu, co skutecznie wybija ich z jakiegokolwiek rytmu i mnoży szansę na popełnianie prostych błędów, a przede wszystkim po takowych padały bramki dla podopiecznych Jana Urbana.

źródło zdjęcia: archiwum prywatne

Owszem Finowie traktowali te eliminacje jako wstęp do pracy Friisa, a kluczem są tu eliminacje następnych Mistrzostw Europy. Po losowaniu i zwycięstwie w czerwcu można było jednak złapać duży większy apetyt na największy sukces w historii i udział w Mundialu. Niestety sami zaprzepaścili sobie tą szansę. Brak jakiegokolwiek progresu, poza małymi wyjątkami i odwagą postawienia na młodsze nazwiska w kadrze, postawiły osobę Friisa na tym stanowisku pod gigantyczny znak zapytania i powątpiewanie. Niektóre fińskie media wskazują już wprost, że może to dobry moment na zmianę… tak żeby jeszcze przed eliminacjami Euro nowy selekcjoner miał czas na powolne zbudowanie swojego pomysłu, a nie wprowadzanie go już w trakcie kolejnych spotkań eliminacyjnych o wyższej stawce. Kandydat do zmiany jest oczywisty i być może, gdyby nie gra w Euro U21 w czerwcu to Mika Lehkosuo już na ławce pierwszej kadry by się znajdował. Pikkuhuuhkajat to przykład zupełnie innej generacji piłkarzy i innego pomysłu trenerskiego, dużo bardziej odważnego i nastawionego na pokazywanie swoich atutów ofensywnych. A wiele wskazuje na to, że właśnie takiej rewolucji w kadrze Finlandii potrzeba. Lehkosuo z pewnością także o wiele lepiej zna swoich zawodników niż Friis, co jest zresztą kolejnym prztyczkiem w stronę Duńczyka. Selekcjoner kadry U21 w odróżnieniu do tego z kadry A doskonale wie jak wykorzystywać potencjał swoich zawodników i idealnie potrafi dopasować taktykę pod ich umiejętności.

Jest jednak spory znak zapytania i przeciwność wobec takim zmianom na teraz. Fiński Związek Piłki Nożnej nie może sobie pozwolić na szastanie pieniędzmi, a ograniczony budżet dotknięty ewentualnym płaceniem odprawy dla Friisa może znacząco wpłynąć na kolejne lata funkcjonowania. Wydaje się więc, że Duńczyk swoją pracę wciąż utrzyma, ale październikowe zgrupowanie będzie dla niego gigantycznym wyzwaniem, a jakakolwiek strata punktów z Litwą może być przypieczętowanie błędu, jaki wykonano podczas selekcji kandydatów.

Pomimo tak kiepskiej gry z prywatnej strony bardzo chciałbym pogratulować, ale też jestem pełen podziwu tego jakie wsparcie Finowie otrzymali na Stadionie Śląskim od swoich kibiców. Grupa około 2000 osób niejednokrotnie wybrzmiewała na trybunach tak głośno, że było ich doskonale słychać. Wielki szacunek, że wsparcie płynęło do piłkarzy również przy wyniku 0:3, a ich gromkie „Huuh” niosło się potężnie po boisku.

źródło zdjęcia: archiwum prywatne

VEIKKAUSLIIGA

Raportów ligowych nie było tutaj w trakcie trwania sezonu bardzo długo, ale to poprzez różne względy, za co mogę wyłącznie przeprosić. Dotarliśmy do momentu wydaje się kluczowego w kontekście jakichkolwiek rozstrzygnięć, bowiem tabela została już podzielona na dwie grupy i teraz zacznie się prawdziwa zabawa. Pierwsze co rzuca się w oczy i musi robić wrażenie to aż pięć zespołów zamieszanych w walkę o wygraną w lidze, a takiej sytuacji nie było tutaj już bardzo długo.

Inter Turku ma za sobą niesamowitą serię w trakcie ligowego grania, ale obraz psują dwa kluczowe starcia przegrane niemal na sekundę przed podziałem tabeli. Podopieczni Vesy Vasary mogli popisać się fantastyczną serią 19 spotkań bez porażki. Idealny obraz zburzyły porażki z KuPS i Ilves, ale tu warto jednak zaznaczyć, że mecze te nie były kiepskie w ich wykonaniu, a przede wszystkim nieskuteczne pod bramką rywali. W przypadku zespołu z Turku fenomenalne wrażenie robi ich dyspozycja defensywna i zaledwie 20 straconych bramek. To pokłosie dobrej pracy Vasary, który podobnie pracował w Honce i promował także swoich bramkarzy. Tutaj sytuacja jest identyczna, bo Huuhtanen wskoczył na wysoki poziom i nie trzeba już rotować golkiperami, jak przed rokiem. Bardzo wiele zespołowi dało również przesunięcie Legbo na lewe skrzydło, a idealne wejście w fińską ligę notuje Loic Essomba, ściągnięty z Żiliny. Może pochwalić się bilansem 10 asyst i 6 goli. Żeby jednak tak kolorowo nie było, warto podkreślić utratę najważniejszego ogniwa środka pola, jakim był Axel Kouame. Utalentowany Iworyjczyk zrobił potężny krok w swojej karierze i to nie dziwi, ale jego zastąpienie może być twardym orzechem do zgryzienia.

Ilves pod wodzą Rantanena stale notuje spory progres. Po kolejnych pięknych chwilach w Europie, czego zwieńczeniem było pokonanie u siebie AZ Alkmaar 4:3, czas na pełną koncentrację na rozgrywkach ligowych. Wzmocnieni dodatkowo Bakiciem, Raymondem i Kilo poszerzyli swoje możliwości kadrowe i umożliwi sobie rotację. W szczególności jednak należy tu podkreślić gigantyczny progres jaki zanotowali Oiva Jukkola oraz Marcus Soderback i wiele wskazuje na to, że to ich ostatnie miesiące w Tampere, bo są pod baczną obserwacją mocniejszych europejskich klubów. O ile Tammelan Stadion jest twierdzą, o tyle wyjazdowe starcia dla Rysiów są bardzo ciężkie i tutaj jest solidna praca do wykonania w kontekście końcowego wyniku.

Nie ma już śladów po kiepskim początku sezonu HJK, a uspokojona sytuacja przez tymczasowego trenera daje dużo możliwości także w kontekście walki o mistrzostwo. Gdyby jeszcze HJK było w stanie wygrywać wszystkie mecze z silniejszymi rywalami, bo tutaj jest momentami kiepsko. Nie można jednak przejść obojętnie obok ofensywnej dyspozycji HJK, które na przestrzeni 22 spotkań strzeliło rywalom aż 59 bramek, po drodze notując choćby 8:2 z Mariehamn, 5:1 z Ilves, 4:0 z Oulu, 4:2 z SJK i kilka innych. To zasługa skuteczności Pukkiego, którego rola kilkukrotnie była już jednak sprowadzana do wejść z ławki rezerwowych. Legenda fińskiej piłki jest zresztą piłkarzem oddającym najwięcej strzałów na bramki przeciwników, dotychczas oddał ich już 67. Prawdziwym szaleństwem może pochwalić się z pewnością Alexander Ring, który jako środkowy pomocnik (wyjątkami grający jako fałszywy napastnik) dobił już do 12 ligowych bramek, a także 6 asyst, co jest jego absolutnym rekordem w karierze. W stolicy sporo jeszcze jest pracy do wykonania, ale wygląda na to, że prostowanie sytuacji klubu ciągle postępuje… ale pamiętać muszą, że konkurencja nie śpi i równolegle czyni swoje kroki w przód.

Pomimo słabych początków i spadających notowań Jarkko Wissa w KuPS, udało się zespół doprowadzić do przyzwoitego poziomu. Dla Mistrzów Finlandii jednak bardzo trudne, długie i mozolne miesiące i dzielenie rywalizacji na dwóch frontach, co jest efektem spełnienia marzeń i pierwszego historycznego awansu klubu do fazy ligowej europejskich pucharów. Stąd też lekkie poszerzenie kadry drużyny, powrót Taneliego Hamalainena, czy zakontraktowanie Piotra Parzyszka. O ile KuPS na własnym stadionie jest najsilniejszym klubem w całej stawce, o tyle aż 5 wyjazdowych remisów strasznie komplikuje sprawę. Dużym znakiem zapytania będzie, jak po europejskich wojażach odnajdą się piłkarze Wissa i czy nie zrodzi się tu żaden kłopot z kontuzjami i przemęczeniem… bo jeśli te chmury uda się znad klubu odgonić to walka o obronę tytułu będzie trwać do końca. Przy tej drużynie można przyczepić się w szczególności skuteczności w ataku.

Ostatnim klubem próbującym utrzymać tempa czołowej czwórce jest SJK, a to i tak trzeba określać jako fantastyczna praca Grieve’a. Najmłodsza kadra w lidze, ze średnią wieku 23,2, mnóstwo utalentowanych zawodników i udaje się to ułożyć do tego stopnia, że strata do lidera to zaledwie pięć oczek. Nie byłoby tak wysokiej pozycji klubu z Seinaojki, gdyby nie sezon życia Kaspra Paananena. 22 letni pomocnik jest absolutną gwiazdą tegorocznego sezonu Veikkausliigi, z 13 golami na koncie. Jego wpływ na grę zespołu jest wręcz ciężki do określenia w jakikolwiek sposób i to wszystko chwilę po tym, jak wśród kibiców mogło pojawiać się zwątpienie, jak sobie poradzą bez Hannoli. Wygląda na to, że wyszli na tym jeszcze lepiej niż można było oczekiwać.

Gnistan sam awans do grupy mistrzowskiej musi traktować jako swój wielki sukces. Dzięki temu uda się uniknąć nerwów w kontekście walki o utrzymanie. Podstawowym zadaniem dla tej drużyny będzie jednak trzymanie poziomu, o tyle, by namieszać w walce o mistrza i nie stać się dostarczycielem punktów. Dużym kłopotem dla zespołu stał się dużo gorszy sezon Vayrynena, przez co nie ma tutaj lidera do strzelania bramek, a za najwięcej z nich odpowiada Latonen z sześcioma trafieniami na koncie. Z zespołu Gnistan warto wyróżnić jednak jedno nazwisko, to Richard Gnanou, defensor z Burkina Faso notował zdecydowanie najwięcej przechwytów w lidze, bo aż 139 i jest obserwowany już przez scoutów innych klubów.

 

TERMINARZ GRUPY MISTRZOWSKIEJ

źródło: https://x.com/Veikkausliiga

W grupie spadkowej ciężko znaleźć klub, który mógłby, tak jak Inter Turku przed rokiem, przechodzić tą fazę sezonu bez zmartwień. Znalazły się tam drużyny, które ewidentnie miały duży kłopot w aktualnym sezonie bądź wpadały w spore dołki formy. 9 punktów przewagi jakie mają VPS i Jaro nad jedenastym zespołem w tabeli może i daje mały margines błędów, ale lepiej byłoby ich uniknąć, żeby nie wplątać się w kłopoty. Tym bardziej kluczowe będzie to dla beniaminka z Jaro, któremu mnóstwo daje podbramkowa skuteczność Kerfali Cissoko mającego 12 goli przy xG na poziomie 11,19. Kadrowo Vaasan Palloseura zjada tą grupę drużyn, ale ich funkcjonowanie w obecnym sezonie było wielokrotnie poniżej oczekiwań.

Obecność w samym dole tabeli Mariehamn, Oulu i KTP absolutnie nie dziwi. Choć wciąż zespół z Wysp Alandzkich wydaje się swym doświadczeniem walki o utrzymanie z ostatnich lat mieć przewagę nad pozostałymi rywalami. To klub skazany na walkę o życie, a i tak rok w rok udaje im się pozostawać w elicie, nawet mając na koncie sporą liczbę kontuzji. Zdecydowanie najwięcej zyskali ściągnięciem do siebie z HJK – Niilo Kujasalo, który pomimo młodego wieku scalił i uporządkował środkową strefę boiska.

W Oulu na alarm bito jeszcze przed startem sezonu, gigantyczna rewolucja kadrowa, utrata gwiazd i trenera… to nie mogło skończyć się niczym pozytywnym. Dużo oddechu dało zwycięstwo w ostatniej kolejce przed podziałem tabeli przeciwko Hace, ale to wciąż nic pewnego w kontekście ich utrzymania. Nie da się całego sezonu przetrwać i przenieść na plecach Jokelainena, a ściągani co chwila nowi obcokrajowcy rzadko spełniają pokładane w nich nadzieje.

Lekcji z ostatniego spadku nie odrobiło również KTP, czyli zdecydowanie najsłabsza defensywa ligi z 55 straconymi golami. Obrana droga gry doświadczeniem nie sprawdza się, a byłoby jeszcze gorzej gdyby nie dwukrotne wypunktowanie Jaro. Łatana na wariata kadra dostała jednak sporo jakości z przodu w osobie skutecznego napastnika, jakim ciągle na fińskich boiskach pozostaje Rangel. Również podpisany kontrakt z kolejnym doświadczonym graczem – Kauko, ma pomóc w trudnej walce o życie. Ciężko jednak oczekiwać, że nadejdzie tu wielka odmiana na ostatniej prostej i klub z Kotki znów bardzo szybko z pewnością pożegna się z Veikkausliigą. To w czym KTP wyrasta ponad ligę to strzały zza pola karnego i w szczególności chodzi tu o osobę Forsella, ale pomocnik ten przewodził w tej statystyce niemal w swoim każdym sezonie w tej lidze.

Największym rozczarowaniem i niespodzianką jest tu jednak obecność Haki. Już bez Andy’ego Smitha na lawce starają się gasić pożar jaki wzniósł się nad Valkeakoski. Haka nie wygrała ligowego meczu od… 02.07, gdy pokonali VPS. Nawet jeśli udaje się im trafiać do bramki rywala dwukrotnie w pojedynczym meczu to nie dowozi tego wyniku do końca linia obrony i kończy się to porażkami. Wszystko dźwigać musi na swoich barkach 36-letni Kalle Multanen i niewiele wsparcia otrzymuje od swoich kolegów. Ich sposób gry  można jednak łatwo podsumować na podstawie statystyk, bo dwóch ich piłkarzy (Mommo oraz Da Sylva) przewodzą statystyce wykonanych dośrodkowań. To będą ciężkie tygodnie i dużo pracy przed Haką, by nie spaść tej ligi z hukiem i to niedługo po ustabilizowaniu swojej sytuacji w Veikkausliidze i zaledwie trzy lata po eliminacjach europejskich pucharów.

TERMINARZ GRUPY SPADKOWEJ

źródło: https://x.com/Veikkausliiga