Nikt nie lubi w futbolu historii dążących do upadku, choć każda z nich jest kompletnie inna. W przypadku Honki mówimy jednak o nieodrobieniu lekcji z przeszłości, które po raz drugi kończy się niemal kompletnym rozwiązaniem klubu. FC Honka nie poradziła sobie z problemami finansowymi i sezon 2024 zacznie dopiero na czwartym poziomie rozgrywkowym, zastępując grające tam dotychczas rezerwy. Oto historia dwóch zderzeń z ziemią, które zalicza jeden z ciekawszych i mocniejszych klubów w Finlandii.
Jest lipiec 2013 roku: w zespole Lecha Poznań pod wodzą Mariusza Rumaka grają między innymi Arboleda, Teodorczyk, Ubiparip czy Hamalainen. Obecność tego ostatniego była w tym przypadku niezwykle potrzebna, bo polski klub w eliminacjach Ligi Europy rozgrywał dwumecz z fińską Honką. To był moment, w którym klub ten mógł być poza Finlandią słabo znany, ale na krajowym podwórku budował swoją markę.
Do tej przygody na polskiej ziemi – ostatecznie przegranej – udało się im awansować poprzez wygrany Puchar Finlandii. W finale Suomen Cup pokonali bowiem KuPS 1:0, a w samej lidze zajęli zaledwie 7. miejsce w tabeli. Tak niska pozycja ligowa, zresztą najniższa w tych latach, była spowodowana kolejnym odmładzaniem kadry. Pierwsze skrzypce w zespole grał choćby Antti Makijarvi, a w ataku wystąpił 19 letni Tim Vayrynen, który ledwie rok później wyjechał do Niemiec i Holandii stając się ważną postacią przede wszystkim w 3.Bundeslidze i dostając się do reprezentacji Finlandii.
Ta krótka historia zahaczająca o nasz kraj jest już jednak teraz tylko miłym wspomnieniem, ale też pewnym zakończeniem od lat budowanej marki. Honka w Veikkausliidze grała wówczas od 2006 roku, trzykrotnie zajmując w niej drugie miejsce. Zaledwie rok po spotkaniu z Lechem zaliczyła jednak zderzenie z ziemią… Panujący tam wiatr zmian, odejście trenera Lehkosuo spowodowały, że celem stała się walka o utrzymanie. Doświadczenie Mehmeta Hetemaja i Pablo Counago miało wnieść coś więcej, ale skoro się sypało to niemal wszystko. W trakcie całego sezonu Honka skorzystała aż z 48 piłkarzy, co stało się ligowym rekordem. Rzutem na taśmę udało się piłkarsko w lidze utrzymać, ale wszystko runęło kompletnie kilka tygodni później, tuż po zerwaniu współpracy z Pallohonka oy i bankructwie spółki wówczas zarządzającej zespołem.
Ta decyzja miała niebagatelny wpływ na miejsce, w którym Honka się znalazła, bowiem kasa klubu świeciła pustkami. Rozpoczynana współpraca z Espoo, czyli siecią centrów sportowych i fitness w mieście zaczęła się jednak od tąpnięcia. Właściciel firmy stwierdził bowiem, że nie przejmie długów klubu, a jedynie może wesprzeć w nowym otwarciu. Brak możliwości funkcjonowania na tak wysokim poziomie stał się powodem do karnej relegacji, a ekipa z Espoo wylądowała na trzecioligowym podwórku.
Od momentu wylądowania w Kakkonen cel jaki klub sobie ustanowił był prosty, robili więc wszystko, żeby do Veikkausliigi wrócić w ciągu dwóch lat. Bardzo szybko okazało się, że ściągani do klubu zawodnicy przerastają ten ligowy poziom. Już w sezonie 2015 Honka przegrała zaledwie jeden mecz ligowy, ale bezpośredni dwumecz o awans w play offach przegrali przeciwko KPV. Awans odwlekło jednak zaledwie o rok, a w 2016 roku Honka w Kakkonen była przede wszystkim wielką jakością defensywną tracąc w 22 meczach 9 goli. Tym razem także decydujący dwumecz o awansie wygrali, pokonując Oulun Palloseura 4:3.

Na poziomie Ykkonen od samego początku Honka była w gronie faworytów do awansu i miała nawet szansę zrobić to bezpośrednio, będąc przecież beniaminkiem. W ostatniej serii spotkań zremisowali jednak z TPS i to klub z Turku wywalczył awans do Veikkausliigi. Ekipa z Espoo miała przed sobą jeszcze play offy i dwumecz z HIFK, który wygrali dzięki wyjazdowym bramkom i zaledwie trzy lata po ogłoszeniu upadłości znów zawitali w bramy najwyższej klasy rozgrywkowej.
O wielkości i jakości zespołu niech świadczy fakt, że niemal od razu Honka po awansie do Veikkausliigi włączyła się do walki o najwyższe cele. To nie może dziwić, skoro to były kolejne lata Vesy Vasary, który przejął drużynę jeszcze w Ykkonen. Do dyspozycji w składzie miał m.in. Rasimusa, Kandjiego, Borjasa Martina, a także znanych z polskich boisk Ivanova oraz Perovuo. Wydawać by się mogło, że Honka zmierza w należytym kierunku, zajmowane co roku miejsca dawały powody do optymizmu. Grane przez Honkę eliminacje europejskich pucharów oraz ligowe podium zwiększały budżet. W ramach rozwoju pojawiły się też wielkie plany rozbudowy stadionu, który nie przystoi ekipie będącej w czołówce Veikkausliigi… i kto wie, czy sukcesów nie byłoby więcej, gdyby nie między innymi wybuch pandemii koronawirusa, która fińskie kluby dotknęły w sposób drastyczny.
Sezon 2023 pomimo dotarcia aż do finału play offów o grę w eliminacjach Ligi Konferencji Europy został przyćmiony przez informację, jaka gruchnęła tuż przed rewanżowym starciem z VPS. Wg. informacji przekazywanych przez Helsingin Sanomat piłkarze Honki mieli nie otrzymać swojego wynagrodzenia za październik. To automatycznie rodziło pytania o to, czy Honka jest w tym momencie klubem wypłacalnym, tym bardziej, że zbliżał się termin składania papierów i ubiegania się o licencję na kolejny sezon w Veikkausliidze.
Wciąż wielu traktowało medialne doniesienia, raczej w kategorii plotek, nie do końca wierząc w to, że Honka nie zapłaciła swoim piłkarzom należnych pieniędzy. Było to tym bardziej dziwne, że wcześniej z klubu nie płynęły żadne negatywne wieści, ani zagrożenie bankructwem. 10.11 już jednak oficjalnie Helsingin Sanomat podawało, że Honka nie będzie ubiegać się o możliwość gry w Veikkausliidze. Jej miejsce w lidze miałoby przejąć IF Gnistan, które rywalizowało w barażu o awans/utrzymanie z IFK Mariehamn.
Jednocześnie opublikowano w mediach rozmowę z kapitanem zespołu, którym był Henri Aalto. Obrońca nie krył rozczarowania sposobu, w jaki klub kontaktował się z graczami, ale także całą tą sytuacją. Nie szczędził słów na to, że jeszcze dwa dni wcześniej zbywano wszystkich informacją, że o licencję na Veikkausliigi próbują walczyć… a taki scenariusz był już raczej zwykłą mrzonką i mydleniem oczu, także własnych. Aalto podkreślił także, że nawet słowem nie wspomniano o sporych kłopotach Honki, dlatego brak wynagrodzeń był nie lada niespodzianką.
„Rozumiem, że branża jest trudna i doceniam to, co tutaj zostało zrobione. Tak, czy inaczej biorąc pod uwagę ludzkie podejście, minimalnym wymogiem byłoby komunikowanie takich sprawa otwarcie i na czas, ponieważ gracze mają rachunki do zapłacenia i rodziny na utrzymaniu. Nie może być tak, że nadejdzie dzień wypłaty, nie zobaczysz żadnych pieniędzy i nie będziesz wiedział co się wydarzy”
Henri Aalto dla Yle
Szukano także powodów, dla których Honka miała popaść w tak wielkie tarapaty. Dyrektor ds. rozwoju i komunikacji Esport przekazał w swojej rozmowie dla Yle, że kasa klubowa jest pusta, a wpływ na to miały m.in. kosztowny wyjazd do Kazachstanu na mecz eliminacji LKE z Tobołem Kostanaj, przekroczenie budżetu klubu o około 500 000 euro, sytuacja jaka wyniknęła w klubie po pandemii koronawirusa, trudności w pozyskiwaniu sponsorów, a także opóźnienia w projekcie stadionu.
Dużo bardziej powściągliwy w tłumaczeniu swojej decyzji był właściciel Esport – Färid Ainetdin. 85 latek decyzję o końcu finansowania klubu spychał przede wszystkim na sprawę przedłużającej się budowy stadionu. Prace nad tym miały znów zostać przesunięte o kilka miesięcy, a koniec zaplanowany na 2027 rok. To zbyt długo według Ainetdina, który i tak spore pieniądze w klub włożył. Obecny obiekt Tapiolan urheilupuisto nie dawał opcji budowy marketingu na czołowym poziomie. Jednocześnie prezes klubu zaprzeczył plotkom, jakoby inne podmioty, w których ma swoje udziały również miały kłopoty finansowe.

O osobie właściciela powołanej spółki Esport Honka oy ciężko znaleźć pozytywne i optymistyczne opinie wśród kibiców klubu. Wielokrotnie podkreślano jego ciężki charakter, ale także spoglądanie na zespół w perspektywie własnego zarobku. Owszem Ainetdin uratował klub przed totalnym upadkiem w 2014 roku, ale jego sposób bycia, komunikacji wielu spraw pozostawiał mnóstwo do życzenia. Już chwilę po informacji o kłopotach finansowych na obiektach sportowych Honki pojawił się baner „Färid & Esport wypłacają pensję i odchodzą”, a dzień później także krótki i zwięzły komunikat „F Esport”.
Przez kilka dni trwała medialna przepychanka o to jaka przyszłość czeka drużynę z Espoo, brano pod uwagę różne scenariusze:
- W przypadku uregulowania zaległości do 15.11 klub mógł ubiegać się wciąż o licencję na grę w Ykkosliidze lub Ykkonen
- Zajęcie miejsce zespołu rezerw Honka Akatemia na poziomie Kakkonen, to czwarty najwyższy poziom ligowy w Finlandii. W lidze tej nie ma procesu licencyjnego, a do zyskania uprawnienia do gry na tym poziomie należy wykazać, że klub przetrwa cały sezon bez bankructwa i kłopotów finansowych.
Ostatecznym rozwiązaniem podjętym przez klub była ta druga opcja. Jednocześnie Honka ry przejęła od Esport prawa do zarządzania drugim zespołem oraz zespołami juniorskimi, na których bardzo mocno zależało zarządzającym z Petrim Harainenem na czele.
To drugi tak bolesny rozdział w historii klubu, tak zresztą zasłużonego i utytułowanego w fińskich realiach piłkarskich. Słowa krytyki na właściciela, który postanowił przestać wspierać klub wylały się z wielu kierunków. Także Robert Ivanov dorzucił swoje trzy grosze w rozmowie z Yle określając sytuację jako smutną i absurdalną.
„To nie może się zdarzyć, to nie mieści się w mojej głowie. Mam nadzieję, że ktoś poniesie za to odpowiedzialność.”
Robert Ivanov w rozmowie z Yle
Działania w Honce ruszyły na dobre już po przejęciu Akatemii przez FC Honka ry. Na początku wydano ogłoszenie o trwających analizach, także obecnych w drużynie Honki piłkarzy. Jako trenera zatrudniono już tam Mikę Väyrynena, czyli byłego piłkarza HJK oraz reprezentanta Finlandii. Lada chwila ruszą także do sprzedaży bilety oraz karnety na sezon 2024. Choć katastrofa w Espoo mocno daje się we znaki sympatykom całego fińskiego futbolu to cieszy fakt, że do pracy wzięto się tam od razu i klub nadal będzie istniał. Być może powrót do Veikkausliigi i rzeczywistości przebywania na salonach przeciągnie się tym razem w czasie, ale nie można tracić wiary. Owszem, klub nie wyciągnął wniosków z poprzedniej historii z finansowymi kłopotami i ponownie upadł, ale oby nie zmieniał etosu pracy zmierzającego w kierunku kolejnych ligowych awansów. To także kolejna już nauczka dla fińskich klubów, że odpowiednie zarządzanie pieniędzmi będzie podstawą do zdrowego funkcjonowania. Łatwo jest przeliczyć budżet na sezon, gorzej poniesione straty wyrównać… oby to jednak była ostatnia taka historia w najbliższym czasie.

