Miał być gwiazdą Ekstraklasy, a jest „ulubieńcem Rehasportu”. Co się dzieje z Afonso Sousą?

Kiedy latem 2022 roku do Lecha Poznań przychodził młody Portugalczyk, który w przeszłości wraz z FC Porto wygrał Młodzieżową Ligę Mistrzów, był wiodącą postacią w grającym w portugalskiej ekstraklasie Belenenes SAD i regularnie był powoływany do reprezentacji swojego kraju do lat 21 grając w niej z takimi piłkarzami jak Fabio Vieira (Arsenal), Nuno Tavares (Nottingham Forest, wypożyczony z Arsenalu) czy Pedro Neto (Wolverhampton) wydawało się, że z miejsca będzie on lśnił i będzie piłkarzem przez duże „P”. Rzeczywistość okazała się jednak zgoła inna i Afonso Sousa zamiast być nowym Vadisem Odjidja-Ofoe w barwach „Kolejorza” tak naprawdę nie zaistniał. Były co prawda pojedyncze przebłyski, takie jak mecze z Legią (2:2, oba gole strzelił Sousa) czy wyjazd do Djurgarden, ale oczekiwania były znacznie większe, niż to, co do tej pory były gracz Porto pokazał.

PIERWSZE DNI I JUŻ PIERWSZE PROBLEMY – NOMINALNA POZYCJA

Sousa docelowo miał zastąpić odchodzącego, czysto teoretycznie, w glorii chwały po sezonie mistrzowskim Pedro Tibę – ikonę ostatnich, suchych lat w Lechu. Tiba był jednak bardziej defensywnym graczem od Sousy, był on zawodnikiem „z pogranicza” 6-stki i 8-semki. W niektórych fragmentach meczów lubił zejść między stoperów zarazem pomagając im w rozgrywaniu piłki od tyłu, często też angażował się w akcje ofensywne Lecha. Sousa nie do końca był zawodnikiem tego typu. W barwach Belenenes SAD grał dosłownie wszędzie: na obu skrzydłach, jako defensywny pomocnik, jako „ósemka”, „dziesiątka”, a także zdarzyło się mu grać w roli wysuniętego napastnika. Ciężkim zadaniem było więc określić trenerom Lecha, na jakiej pozycji Sousa odnajdzie się najlepiej. Podobno Maciej Skorża, który miał wydać opinię na temat potencjalnego sprowadzenia młodego Portugalczyka jak jeszcze pracował w klubie, to określał go jako właśnie „ósemkę”, natomiast następca Skorży – John van den Brom – widział w nim podwieszonego pod napastnika wysuniętego rozgrywającego. Ciężko więc było wpasować Sousę do taktyki Lecha, ale koniec końców trener Brom postawił w niektórych spotkaniach na wówczas 22-letniego Portugalczyka i to się opłacało.

Pozytywnie trzeba oceniać go za mecze z Piastem (1:0) i Wartą (1:0), gdzie dwukrotnie strzelał gola dającego Lechowi trzy punkty. Dobrze wypadł m.in. także w meczach z Koroną (3:2), Zagłębiem (1:2, zanotował asystę przy golu Sobiecha) czy z Pogonią (2:2), nie wspominając o fenomenalnych meczach z Djurgarden (0:3, wywalczona czerwona kartka na Danielsonie) i Legią (2:2), gdzie ustrzelił dublet. Mogło się więc wydawać, że Sousa „zadomowił się” na pozycji nr 10 i jego umiejętności oraz wkład w wyniki Lecha będą z dnia na dzień coraz większe.

 

HOLENDERSKA BLOKADA

I tylko mogło się wszystkim jedynie wydawać, że wystarczy chwila i Sousa będzie już na poziomie gwiazdorskim. Praktycznie od samego początku relacje Portugalczyka z van den Bromem były z niewiadomych przyczyn niezbyt ciekawe. Wydawało się, że czasem Holender nie wystawia Sousy na złość kibicom. Jesienią Brom znacznie bardziej preferował obecność słabo wyglądającego Joao Amarala albo ciągle zagubionego Filipa Marchwińskiego, który dopiero wiosną pokazał, że jest w formie i może z Sousą walczyć o miejsce w pierwszej jedenastce. Wracając jednak do meczów jesiennych, dla przykładu: Sousa strzela gola w meczu domowym z Piastem, jednocześnie gola dającego zwycięstwo, gra dobrze i w nagrodę otrzymuje… dwa mecze spędzone w pełni na ławce rezerwowych. 180 minut z rzędu na ławce, niespowodowane żadną kontuzją czy przymusową pauzą za kartki. Tak po prostu van den Brom usadzał go na ławce, ot bez żadnego konkretnego powodu. Sam piłkarz w wywiadzie przeprowadzanym przed rozpoczęciem rundy wiosennej dla portalu „Weszło” opowiada, że nawet nie miał okazji dłużej porozmawiać z holenderskim szkoleniowcem odnośnie jego oczekiwań wobec niego. Uważał też, że nie widzi pola do własnego rozwoju oraz poprawy w rozumieniu taktyki przez zespół, której tak de facto w Lechu nie było. Cóż, nie wydaje się to dziwne, skoro gra zespołu Broma opierała się zazwyczaj o indywidualności, bo kto miał dobry dzień, ten ciągnął Lecha. A jak przez pół roku były problemy z grą defensywną to nie udało ich się naprawić praktycznie w ogóle. Naprawdę duży szok.

 

ZDECYDOWANY SPADEK FORMY

Afonso Sousa swój drugi sezon w barwach Lecha rozpoczął bardzo dobrze. Zagrał w pierwszych 10 z 11 ligowych spotkań, większość rozpoczynając od pierwszej minuty. Grał także we wszystkich spotkaniach w tych feralnych eliminacjach do Ligi Konferencji, zakończonych spektakularnym odpadnięciem w Trnawie. Żaden z tych meczów nie był okraszony wielkimi konkretami (jedynie jedna asysta w meczu z Wartą), ale mimo wszystko mogło się wydawać, że mimo delikatnie gorszej formy, niż w poprzednim sezonie Sousa jest już ważną postacią w drużynie Lecha. Jednak od 21 października (mecz z ŁKS-em) zagrał jedynie w… dwóch meczach, z Koroną (tym rozgrywanym w śniegu) oraz z Piastem przy Bułgarskiej. Zaczęły pojawiać się także problemy zdrowotne, przez co Sousy zabrakło w meczach z Jagiellonią i Cracovią (problemy z sercem), z Zagłębiem (choroba) czy w ostatnich bojach z Śląskiem i Rakowem (wypadnięcie dysku). Jest też praktycznie pewne to, że Sousy nie zobaczymy w dzisiejszym meczu z Górnikiem Zabrze (początek o 20:00) i bardzo prawdopodobne, że szybko z powrotem go nie zobaczymy.

Afonso Sousa (fot. getty images)
Afonso Sousa w barwach Lecha Poznań

Cóż, trzeba sobie głośno powiedzieć, że Sousa jest na ten moment pewnego rodzaju niewypałem transferowym. Było parę naprawdę dobrych momentów, ale nie poszła za nimi regularność, oczywiście z różnych powodów. Sam Portugalczyk nie ma szczęścia: najpierw do trenera, teraz do problemów zdrowotnych, ale z drugiej strony mógł też wycisnąć więcej z tego okresu, kiedy był dostępny do gry. Czy Afonso Sousa jeszcze rozkręci się w barwach Lecha? Jeżeli będzie zdrowy to nie ma tutaj żadnych wątpliwości, bo przy takiej dyspozycji, w jakiej obecnie jest Filip Marchwiński na pewno łapałby jakieś minuty. A czy w ogóle zobaczymy go jeszcze w barwach Lecha w przyszłym sezonie? W zespole z Poznania szykuje się całkiem spora rewolucja kadrowa. Odejść mają gwiazdy – wspomniany Marchwiński i Kristoffer Velde, do tego już możemy być pewni, że kontraktów z klubem nie przedłużą Artur Sobiech oraz Barry Douglas, spekuluje się także o potencjalnych odejściach Filipa Bednarka oraz Alana Czerwińskiego. Stąd Afonso Sousa raczej Lecha po sezonie nie opuści, więc w takim przypadku sezon 2024/2025 będzie dla niego sezonem prawdy i za razem także weryfikacją, czy granie z przytupem w topowych ligach w Europie będzie mu pisane.

źródło zdjęcia z miniatury, Lech Poznań